strona wrocławskiego osiedla HUBY

WZGÓRZE WSPOMNIEŃ

Wrocławianie wspominają Wzgórze Andersa

Od wczoraj marny spółkę Wrocławski Park Wodny SA. -A we wrześniu 206 roku otworzymy aquapark na Wzgórzu Andersa - zapowiada prezydent Rafał Dutkiewicz.

Spółka została powołana w gabinecie prezydenta Wrocławia. Założyło ją miasto i niemiecka firma InterSPA, właściciel czterech aquaparków w Niemczech. WPW ma zdobyć 23 mln euro kredytu i wybudować park i wodny. Miasto ma 25 proc. udziałów, reszta należy do Niemców.

- Byłem przy tym - opowiada Włodzimierz Kałdowski, 81-letni fotografik i operator. Jest prawdopodobnie jedyną osoba, której na gorąco udało się nakręcić film z miejsca tragedii w 1966 na pl. Grunwaldzkim.

Czy ktoś z Was pamięta, jak powstawało Wzgórze Andersa? Czy trafiły tam resztki z katastrofy na placu Grunwaldzkim? - zapytaliśmy Czytelników, pisząc o dawnym gruzowisku, które znika pod koparkami (powstaje tu aquapark).

Odezwał się Włodzimierz Kałdowski, autor filmu z miejsca tragedii. Na domowym projektorze oglądamy czarno-białe kadry z placu: sterta gruzu, panika, ofiary wynoszone na noszach. Chwilę wcześniej stał tu betonowy szkielet budynku Akademii Rolniczej. - To był wiosenny dzień, wyjątkowo wietrzny - wspomina pan Włodzimierz. - Mieszkałem obok i z przerażeniem obserwowałem, jak robotnicy zostawili na żurawiu betonową płytę zawieszoną na wysokości czwartego piętra i poszli do spożywczaka na piwo. Nagle wiatr rozhuśtał płytę tak, że z impetem uderzyła w konstrukcję. Złożyła się jak domek z kart. Zginęło kilka osób, niektórzy mieli obcięte głowy.

- Zawalona konstrukcja pewnie trafiła na Andersa - mówi. - Ale najwięcej było tam resztek z Krzyków. Dokładnie pamiętam zniszczone kamienice, które stały w okolicy wzgórza, bo fotografowałem je numer po numerze - pokazuje zdjęcia z 1946 roku. - Te odbitki to jedyna pamiątka, bo trzymałem negatywy w garażu i bakterie zjadły emulsje do czystego celuloidu.
- Rozbieranie Wrocławia to także głośna "afera Mondszajna" - dodaje. - Mondszajn był jednym z zawiadujących rozbiórką i został oskarżony o sprzedawanie cegieł na lewo oraz o burzenie dobrych domów, które nadawały się do remontu.
- Najlepsza cegła szła do Warszawy, a bezużyteczne resztki trafiały na Andersa - opowiada pan Włodzimierz. Dokumentuje Wrocław od 1946 roku: sfilmował wizytę Cyrankiewicza, młodego Tomaszewskiego z pantomimą na scenie, defiladę Wojsk Układu Warszawskiego, samochód z mandarynkami przed zoo ("stawały tam z okazji świat państwowych"), a nawet młodych ludzi na nartach wodnych na Odrze w latach 50.

Autor wyjątkowych wrocławskich pamiątek zaczął fotografować jako 12-latek. - Sam sobie zrobiłem ciemnię - opowiada. - W tamtych czasach z gumowego chodnika wykroiłem też płetwy i fotografowałem podwodny świat na Mazurach.
Mieszkanie bloku w Śródmieściu jest po sufit wypełnione filmami, kasetami, taśmami ORWO. Pan Włodzimierz Wrocław fotografuje do dziś.

(Aneta Augustyn. Gazeta Wyborcza z 30 listopada 2004 r.)