WZGÓRZE PAMIĘCI
Historia zatoczyła koło: gruz ze Wzgórza Andersa trafia na wzgórze przy
Bardzkiej. Po wojnie to właśnie z południa Wrocławia wywożono resztki zburzonych
domów na wzgórze Andersa. Czy ktoś z Was pamięta, jak to było? Dla gazety komentują: prof. Edmund Małachowicz, architekt i konserwator zabytków, autor książek o Wrocławiu: Usypisko powstawało w latach 50., m.in. z niemieckich kamienic, które stały tu równą pierzeją, a podczas okupacji zostały spalone i wyburzone. Pod wzgórzem pozostało jeszcze po nich uzbrojenie. Idea, żeby składować w jednym miejscu całe to rumowisko i stworzyć miejsce rekreacyjne, nie była głupia, tylko usytuowano je wyjątkowo niefortunnie. Bez widoków i perspektyw, bez żadnych walorów krajobrazowych. Grzegorz Roman, dyrektor Departamentu Architektury i Rozwoju UM: Myślę, że trafiło tu ok. 2-3 ton resztek przedwojennych domów. Najbliższa zabudowa była bardzo okazała i została zniszczona przez Sowietów, którzy od południa wkraczali do miasta, niszcząc wszystko po drodze. Ponad rok temu, jeszcze zanim wymyślono aquapark, na wewnętrznej naradzie sugerowałem, żeby wzgórze rozebrać i sprzedać ziemię. Położony blisko dworców grunt jest atrakcyjniejszy niż walory wzgórza. To 12 hektarów, które można było sprzedać po 2-4 mln zł za hektar. Ale urbaniści oponowali, że Wrocław jest płaski i takie wzniesienia dobrze mu robią. Katarzyna Hawrylak-Brzezowska, miejski konserwator zabytków: Śmieszne, że w zupełnie płaskim terenie nagle wyrosła góra. Gomuła to był taki patent na pozbycie się ruin. Niemcy wznieśli tu w XIX wieku zwartą zabudowę dla zamożnych wrocławian. Została zniszczona do cna. W okolicy były też cmentarze. Czy na wzgórze mogły trafić nagrobki? Trudno powiedzieć. (Aneta Augustyn. Gazeta Wyborcza z 17 listopada 2004 r.) |