" Wędrując dalej naszym szlakiem przebyliśmy następnego dnia Prokurację, krainę całą zabazgraną i pokreśloną."

Francois Rabelais "Gargantua i Pantagruel"

Czym jest graffiti na osiedlu? Wandalizm, czy coś więcej - oceńcie Państwo sami.

"+" WRZUTY

"-" TOY

osiedlowe legalne wrzuty !

na chętnych czeka przepompownia na podwórku przy ul. Ślicznej i Widnej

26-27 lipca GRAFFITOMANIA

Zwolennicy, w LICZBIE PONAD 100, artystycznego malowania murów, przez dwa dni bawili się na parkingu przy skrzyżowaniu ul. Gajowej i Dyrekcyjnej. Swoje umiejętności mogli zaprezentować na 150 regipsowych płytach. Prace graficiarzy oceniali prof. ASP. Pieniądze zebrane podczas imprezy zostaną przekazane wrocławskiej klinice hematologii dziecięcej.

"Obok nich na dużym 1,5 hektarowym placu opodal wrocławskiego Dworca Głównego popisywali się skokami na BMX-ach rowerzyści, na estradzie występowały zespoły hiphopowe. Zwycięzca konkursu graffiti pojedzie na dwudniową wycieczkę do Pragi, zdobywcy drugiej nagrody spędzą weekend w Lądku Zdroju.

- Wybraliśmy prace najmniej konwencjonalne, większość autorów podążała utartymi szlakami - skomentował werdykt Paweł Jarodzki, przewodniczący jury. - Naturalnym środowiskiem jest dla nas mur i to na nim wolimy malować - powiedzieli nam pragnący zachować anonimowość uczestnicy. Graficiarze nie chcą się ujawniać, gdyż większość ich twórczości powstaje nielegalnie pod osłoną nocy. - Są we Wrocławiu takie zaniedbane miejsca i w przyszłości warto o nich pomyśleć - dodali. Najmłodszy uczestnik konkursu - dziesięciolatek został wyróżniony. W konkursie wzięły udział dwie dziewczyny Aśka i Ewka, z podwrocławskiej miejscowości. Grafficiarze przyjechali z Psar, Trzebnicy, Lubina, Gorzowa Wlkp., wśród uczestników było dwóch Niemców. - Na "legalu" wielu z nich początkuje, to co robią wygląda obiecująco - wyznał anonimowo jeden ze starszych uczestników (dwudziestolatek).
Specjalnie dla rowerzystów usypano z piasku 4 metrową rampę. - Przyszliśmy tu, bo nie ma we Wrocławiu ani jednego legalnego miejsca gdzie można by uprawiać skoki na BMX-ach - skarżyli się ich entuzjaści. - Wybudowano wprawdzie na Gaju rampę, ale jest ona za mała i z betonu (!), to jest dopiero niebezpieczne - powiedzieli z goryczą. Wybierają się ze specjalną petycją do władz miasta. Chcą sami wszystko zrobić, znaleźli nawet sponsorów, którzy to sfinansują. - Chcielibyśmy tylko, aby miasto udostępniło nam odpowiedni plac - powiedzieli "Słowu". W czeskiej Ostrawie jest sześć parków dla rolkarzy, deskorolkarzy i rowerzystów, na Dolnym Śląsku - w Oławie, Szczawnie Zdroju, Lubinie, też są takie miejsca i nikomu to nie przeszkadza.
- Jak władze miasta chcą nas zbyć, to mówią, że w takich miejscach handluje sie narkotykami. My uprawiamy sport i takie argumenty są kompletnie chybione - stwierdzili rowerzyści.
W sobotniej i niedzielnej imprezie wystąpiło ok. 120 wykonawców muzyki hiphopowej. Wszystkie zespoły wystąpiły bez honorariów. Dochód z zorganizowanej kwesty zostanie przekazany Klinice Hematologgi Dziecięcej we Wrocławiu." (Cezary Kaszewski - "Słowo Polskie" z 27 lipca 2003 r.)

Strona sponsora  -  Zakład Energetyczny Wrocław SA

Nawet do 350 złotych - tyle kosztuje oczyszczenie metra kwadratowego powierzchni pomazanej sprejowymi farbami i tuszem z pisaków lub markerów.

GRAFICIARZE PRZED SĄDEM
Akt oskarżenia przeciwko wandalom z farbami - Dzieżoniów

Od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności grozi trzem młodym ludziom, którzy niszczyli elewacje dzierżoniowskich budynków zamalowując je graffiti. Akt oskarżenia trafił już do sądu.  Wandale z farbami to plaga wielu miast. Ale w ubiegłym roku w Dzierżoniowie grafficiarskie popisy przybrały takie rozmiary, że trudno było je zakwalifikować do wybryków, podyktowanych wyłącznie impulsem czy młodzieńczą fantazją.

Tajemnicze napisy
Na ścianach domów w całym mieście - od osiedli po budynki w centrum miasta - nie wyłączając Rynku i ratusza - pojawiały się ogromne podobne do siebie napisy. Szybko zorientowano się, że malowane farbą słowa: "bandyty", HKB, ITO i inne są dziełem tej samej osoby albo raczej grupy, która działa na ogromną skalę we wszystkich punktach miasta.
- Było w tych napisach coś nieprzyjemnego i ponurego - mówi Janusz Zięba, oficer prasowy dzierżoniowskiej Komendy Powiatowej Policji. Wiele z nich pojawiało się na dopiero odnowionych elewacjach.
Zastanawiano się, co mogą oznaczać bohomazy wypisywane na ścianach i intensywnie poszukiwano ich autorów.

Od malunków po zniszczone autobusy
"Plastyczna" działalność grupy z biegiem czasu stawała się coraz bardziej agresywna. Wypisywane dotąd wszędzie słowo "bandyty" zastąpiło inne - "chuligani", a do niszczenia murów doszła dewastacja. We wrześniu w zajezdni PKS zniszczono 15 autobusów. Farbami aerozolowymi zamalowano je wewnątrz i z zewnątrz, a kamieniami porysowano szyby przednie i boczne wypisując charakterystyczne dla grupy napisy - HBK i bandyty. Powstałe z tego powodu straty oceniono na około 70 tys. zł.

Modus operandi
Nieuchwytni dotąd grafficiarze wpadli we wrześniu, krótko po swoim wyczynie w zajezdni. Namierzono ich w momencie, gdy swoim zwyczajem filmowali własną "robotę".
- To jest też element charakterystyczny całej sprawy - mówił wówczas Janusz Zięba. Trzej młodzi mężczyźni, których zatrzymano, działali w jednakowy sposób - kominiarki, farba i kamera, którą nagrywali swoje wyczyny. Wyglądało to tak, jakby czerpali z tego rodzaj chorej satysfakcji nie tylko ze swojej bezpośredniej akcji, ale też z odtwarzania zdarzeń, których byli bohaterami.
Nagrania te znalezione u jednego z podejrzanych, stały się później ważnym dowodem w sprawie.

Trzech oskarżonych
Są to mieszkańcy Dzierżoniowa. Dwaj mają po 19 lat. Patryk L. ma za sobą podstawówkę, nie pracuje, nie ma zawodu, ale był już karany. Utrzymuje go babcia. Jego rówieśnik Bartłomiej T. jeszcze się uczy w szkole zawodowej, nie był karany, jest na utrzymaniu rodziców. Najstarszy z grupy - Radosław K. - ma 21 lat, wykształcenie średnie, jest na zasiłku dla bezrobotnych, nie był karany.
Dlaczego to robili? Wszystko wskazuje na to, że z głupoty i nudy. Nie przypuszczali zapewne, że wyczyny te mogą ich słono kosztować.
Na razie kosztują miasto i wszystkie instytucje oraz osoby, których domy zostały oszpecone napisami grupy grafficiarzy. Dotąd szkody, jakie wyrządzili, szacuje się na około 464 tysiące złotych. Czy jest to kwota ostateczna? Raczej nie, bo jeszcze nie wszyscy oszacowali swoje straty spowodowane wyczynami trzech młodych ludzi.

Precedens
Oskarżenie ich i skierowanie sprawy do sądu ma precedensowy charakter. Dotąd wyczynom grafficiarzy przyglądano się raczej dość pobłażliwie. Tym bardziej, że sporadyczny akt wandalizmu w postaci malunków na ścianach trudno uchwycić w momencie, gdy to się dzieje. Tym razem rzecz ma się inaczej. Skala procederu i rozmiar zniszczeń, o jakie oskarżani są trzej młodzi dzierżoniowianie, sprawiły, że sprawę skierowano do sądu.

(Joanna Kasprzak - "Słowo Polskie" z 06 stycznia 2003 r.)


Back to Top