MIASTO POSZUKUJE LUDZI, KTÓRZY ZAŁOŻĄ RODZINNE DOMY DZIECKA
We Wrocławiu wciąż
przybywa dzieci, które czekają na nowych opiekunów. Miasto poszukuje kandydatów,
którzy założą rodzinne domy dziecka. Najlepiej jeśli mieliby już własne domy lub
duże mieszkania
Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej alarmują, że we Wrocławiu
przybywa dzieci, które z różnych względów nie mogą wychowywać się we własnych
rodzinach.
- Alkoholizm, brak pracy, depresja - wylicza Jolanta Fercz, dyrektorka ośrodka
opiekuńczo-adopcyjnego przy ul. Młodych Techników. - Oto powody, dla których
matki i ojcowie tak często opuszczają własne dzieci.
W pogotowiu opiekuńczym przy Borowskiej i w pogotowiu dla małych dzieci przy
Parkowej czekają rodzeństwa, które już dziś mogłyby trafić do rodzin
zastępczych. - Niestety, miasto na razie nie ma mieszkań na rodzinne domy
dziecka - mówi Beata Rostocka, zastępczyni dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy
Społecznej, kierująca zespołem do spraw opieki zastępczej nad dziećmi i
młodzieżą. - Dwa lokale, które chcemy przeznaczyć na ten cel, są jeszcze w
remoncie.
Rostocka podkreśla, że dla mniejszych dzieci liczy się każdy dzień oczekiwania.
W placówkach najczęściej zapadają na chorobę sierocą, nabierają nawyków
"bidula". - We Wrocławiu udało nam się uruchomić aż 22 rodzinne domy dziecka -
kontynuuje zastępczyni dyrektora MOPS-u. - Potrzeba więcej. Dlatego tym razem
poszukujemy ludzi, którzy mają już własne zaplecze. Chodzi o to, żeby od razu
mogli przyjąć do siebie kilkoro dzieciaków.
Wrocławskie sądy rodzinne coraz częściej decydują o umieszczeniu małoletnich w
rodzinnych domach dziecka i rodzinnych pogotowiach. - Uznają je za lepsze od
tradycyjnych domów dziecka - uważa Jolanta Fercz z ośrodka
opiekuńczo-adopcyjnego. - Jest wiele przykładów na to, że właśnie te formy
opieki się sprawdzają. W 1999 roku mieliśmy we Wrocławiu siedem rodzinnych
domów. Od tamtej pory ich liczba się potroiła!
We Wrocławiu jest teraz kilka rodzeństw, które mogłyby już trafić do rodzinnych
domów dziecka. Sąd ograniczył lub pozbawił władzy rodzicielskiej ich rodziców.
Najliczniejsze z nich to szóstka maluchów, są też rodzeństwa pięcio- czy
czteroosobowe. - Zwykle ich nie rozdzielamy, bo dzieci są ze sobą bardzo silnie
związane - opowiada Jolanta Fercz. - Apelujemy do ludzi dobrej woli, którzy
chcieliby zaopiekować się tymi dziećmi, żeby się do nas odezwali - dodaje.
Do ośrodka opiekuńczo-adopcyjnego mogą się zgłaszać też te osoby, które
chciałyby założyć pogotowie rodzinne dla niemowląt i starszych dzieci.
(Agnieszka Czajkowska, Gazeta Wyborcza z 19-08-2003)
|