GLOBALNA WOJNA Z PALENIEM
Klęska lobby producentów papierosów. Państwa-członkowie
Światowej Organizacji Zdrowia jednogłośnie przyjęli w środę Konwencję o Kontroli
Wyrobów Tytoniowych, pierwszy w historii traktat dotyczący globalnej strategii
walki z paleniem.
To historyczny dzień i wielkie zwycięstwo w promocji zdrowia publicznego -
cieszyła się Gro Harlem Brundtland, dyrektor generalny Światowej Organizacji
Zdrowia (WHO). Chwilę wcześniej doroczny szczyt przedstawicieli 192
państw-członków WHO przyjął przez aklamację tekst Konwencji o Kontroli
Wyrobów Tytoniowych (FCTC). Dokument ten - przygotowywany trzy lata - jest
nie tylko pierwszym w historii międzynarodowym traktatem dotyczącym zdrowia, ale
i pierwszą próbą opracowania globalnej strategii walki z paleniem.
Najpotężniejsze kontrowersje budził punkt konwencji mówiący, że w ciągu pięciu
lat jej sygnatariusze powinni całkowicie zakazać reklamy wyrobów tytoniowych,
a
także wszelkich form promocji czy sponsoringu ze strony ich producentów. Jeszcze
do niedawna USA, Niemcy i Japonia - nie przez przypadek te państwa, w których
mają siedziby największe światowe koncerny tytoniowe - groziły, że nie
zaakceptują projektu konwencji, gdyż zakaz reklamy jest sprzeczny z ich
konstytucją i uderza m.in. w wolność słowa. W końcu uległy jednak pod naciskiem
innych państw i opinii publicznej.
- Stany Zjednoczone są w światowej czołówce walki z paleniem - stwierdził wręcz
w Genewie amerykański minister zdrowia Tommy Thompson. Nie dodał jednak, kiedy
USA ratyfikują konwencję. A wejdzie ona w życie 90 dni po ratyfikowaniu przez
40. państwo-sygnatariusza.
Przedstawiciele koncernów tytoniowych, które przez wiele lat intensywnie
lobbowały przeciw powstaniu tego typu konwencji, nie chcieli w środę komentować
przyjęcia FCTC. Wcześniej straszyli m.in. groźbą masowych zwolnień. Jednak
eksperci Międzynarodowej Organizacji Pracy orzekli niedawno, że "nie udało się
określić żadnej zależności między ewentualnym spadkiem popytu na wyroby
tytoniowe a liczbą zatrudnionych w tym sektorze". Na świecie pośrednio bądź
bezpośrednio dla branży tytoniowej pracuje blisko 100 mln osób, z czego co
najmniej 90 proc. w krajach rozwijających się. Paradoksalnie, to właśnie te
kraje były największymi zwolennikami przyjęcia konwencji. Nie brak bowiem
ekspertów przekonanych, że spadek liczby palaczy może pomóc w walce w ubóstwem.
W krajach Trzeciego Świata wiele rodzin przeznacza bowiem aż 30 proc. domowego
budżetu na zakup papierosów!
Konwencja przewiduje m.in. zakaz używania przez producentów wyrobów tytoniowych
wszelkich nazw typu "light" czy "mild", mogących sugerować, że niektóre ich
produkty są mniej szkodliwe od innych. Połowę powierzchni opakowań mają zajmować
ostrzeżenia o szkodliwości palenia. Koniec przy tym z delikatnymi
sformułowaniami typu "palenie może wywołać groźne choroby". Ostrzeżenia mają być
jednoznaczne, np. "Palenie zabija ciebie i tych co, są przy tobie".
Konwencja bezwarunkowo zakazuje sprzedaży wyrobów tytoniowych nieletnim i
narzuca na państwa obowiązek utworzenia programów pomocy tym, którzy z paleniem
chcą zerwać. A ponieważ programy takie sporo kosztują, tekst zaleca finansowanie
ich ze specjalnych podatków nakładanych na sprzedaż wyrobów tytoniowych.
Konwencja wręcz oficjalnie uznaje podnoszenie cen za element walki z paleniem.
Tekst nakłada też na wspólnotę międzynarodową obowiązek aktywnej walki z
przemytem papierosów. W tym celu poszczególne państwa mają zmusić producentów do
wyraźnego oznaczania swych produktów - na opakowaniach ma się znaleźć m.in.
informacja, na jaki rynek dany produkt jest przeznaczony.
Państwa muszą też zapewnić swym obywatelom skuteczną ochronę przed dymem
papierosowym w miejscach pracy, środkach komunikacji i zamkniętych miejscach
publicznych.
(Tomasz
Surdel. Gazeta Wyborcza z 21 maja 2003 r.).
|