|
|
WALKA O SPOKÓJ"Newsweek" kontynuuje poszukiwania najbardziej przyjaznych miejsc do życia. Dziś miasta, w których mieszkańcy czują się najbezpieczniej w polsce: Malbork, Polkowice i Wrocław. Co sprawia, że w jednych miejscach od razu czujemy się swobodnie i bezpiecznie, a w innych niespokojnie rozglądamy się na boki i każdy dźwięk powoduje, że serce podchodzi do gardła? Może to widok grupki, siedzącej na oparciu połamanej ławki i popijającej piwo? A może obraz spalonego kosza na śmieci na środku zadeptanego i zachwaszczonego trawnika? Stłuczona szyba na przystanku autobusowym? Tynk odpadający wielkimi płatami z budynku komisariatu, leżący na popękanych płytach koślawego chodnika? Skąd ten niepokój - przecież to zwykły pejzaż polskich miast? Wcale nie trzeba mozolnie analizować policyjnych raportów, by wiedzieć, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie. To widać gołym okiem. Na twarzach przechodniów, w zadbanych trawnikach i zdecydowanych ruchach policjantów oraz strażników miejskich. Ze zwalczaniem bandytyzmu jest tak samo jak z leczeniem grypy. Recepta jest prosta i powszechnie znana, ale mało kto konsekwentnie ją stosuje. Trzy opisywane dziś przez nas miasta jeszcze niedawno były chore: na chuligaństwo, narkomanię, drobne kradzieże. Na strach, który wyczuwało się na ulicach. Dziś to już przeszłość. Oto krótka historia kuracji. TWIERDZA MALBORK
Narkomani, zwłaszcza latem, ściągali do Malborka z całego kraju. Mieszkali w melinach albo po prostu gdzieś pod chmurką. Utrzymywali się z żebractwa, a właściwie z zaczepiania ludzi. - Wieczorem strach było przejść ulicą. Podejrzane typy krążyły po ulicach niczym zombie - wspomina Piotr Szwedowski, rodowitymalborczyk, od dwóch lat sekretarz miasta. Co gorsza, w połowie lat 90. Malbork dotknęła kolejna plaga - złodziei samochodów z Trójmiasta, Warszawy i Mazur. Zamek krzyżacki jest tłumnie odwiedzany przez turystów z Niemiec, często przyjeżdżających kosztownymi autami. Samochody ginęły jeden po drugim. Jeszcze kilka lat temu w mieście kradziono każdego roku 120 samochodów. To proporcjonalnie do liczby mieszkańców aż cztery razy więcej niż w Warszawie Policyjne statystyki wykazywały, że ok. 80 proc. kradzieży, rozbojów i włamań jest popełnianych przez osoby na rauszu. Na początek rada miasta, przy poparciu mieszkańców i lokalnej prasy, wydała zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Podobne zakazy obowiązują oczywiście w wielu polskich miastach, ale w Malborku policja i straż miejska ten przepis egzekwują wyjątkowo bezwzględnie. - Nie ma szans na picie pod chmurką. Radiowóz przejeżdża tu sto razy dziennie - mówią mężczyźni przesiadujący na skwerku przy placu Zamenhofa. W walce z pijaństwem i przestępczością pomógł zainstalowany dwa lata temu monitoring, który działa w newralgicznych punktach miasta (w pobliżu sklepów, parków itp.). Szesnaście kamer, łącza światłowodowe oraz centrum obserwacyjne kosztowały miasto aż milion złotych (jego budżet wynosi 50 mln zł). Przez całą dobę przed monitorami dyżurują na zmianę czterej zatrudnieni przez miasto niepełnosprawni. Jeśli wypatrzą kogoś, kto popełnia choćby drobne wykroczenie, natychmiast przez radio powiadamiają patrol, który najpóźniej po trzech minutach zjawia się na miejscu. Straż miejska nie lekceważy tych sygnałów - w zeszłym roku podjęła około czterech tysięcy interwencji. Zachęcone sukcesami policja, straż miejska i władze miasta planują już następne działania. Monitoring, który zapewnił bezpieczeństwo w centrum, ma teraz także pomóc w walce z przestępczością w osiedlach bardziej odległych - niebawem zamontuje się kolejnych dziesięć kamer. Efekty tej polityki przyszły niemal natychmiast. W roku 2002, w porównaniu do roku 2001, liczba przestępstw zmniejszyła się o 16 proc. W tym okresie w skali kraju liczba przestępstw wzrosła o jeden procent. Równie szybko udało się rozwiązać problem kradzieży samochodów. W pobliżu zamku, a więc w miejscu, gdzie najczęściej ginęły auta, gmina zbudowała dwa lata temu parking strzeżony. Teren jest ogrodzony wysoką siatką, oświetlony i stale monitorowany przez kamerę. Jak bardzo ten pomysł okazał się skuteczny, najlepiej świadczą liczby. W 2002 r. w Malborku skradziono 90 aut, w 2003 - 64, a w pierwszym półroczu tego roku zaledwie 17. Inne zestawienia są równie korzystne. O połowę udało się np. ograniczyć liczbę rozbojów, a włamań - o 10 proc. - Mieliśmy szczęście do komendanta - mówi Jan Tadeusz Wilk, burmistrz Malborka. Komendant, młodszy inspektor Wojciech Ostrowski, za klucz do sukcesu uważa zmianę świadomości policjantów - Przekonałem podwładnych, że policja prowadzi działalność usługową dla obywateli i obywatele mają prawo wymagać, aby te usługi były świadczone szybko i profesjonalnie. Nikogo przecież nie interesuje, dlaczego musiał czekać na wezwany radiowóz pół godziny Radiowóz ma być po trzech minutach - mówi. Jego podwładni mówią o nim: „Twardy, konkretny, nie unika ostrych śłów wobec pracowników, ale sprawiedliwy, ma autorytet". Komenda w Malborku jako jedna z pierwszych w kraju wprowadziła jednoosobowe patrole. - W mieście takim j ak Malbork funkcjonariusze, wbrew przyjętemu w policji zwyczajowi, wcale nie muszą poruszać się dwójkami - wyjaśnia Ostrowski. Dzięki temu patroli na ulicach Malborka jest dwa razy więcej, za to przestępstw mniej. Podobne przyklady prostych rozwiązań można tu mnożyć. Władze miasta zainstalowały przed rokiem dwie niebieskie skrzynki, do których mieszkańcy mogą anonimowo wrzucać listy z informacjami o niepokojących zjawiskach w ich sąsiedztwie. Informacji jest kilkanaście tygodniowo. To zwykle prośby o drobne interwencje porządkowe. Do tej pory skrzynka nie pomogła w wykryciu poważnego przestępstwa, ale zwiększa poczucie bezpieczeństwa mieszkańców miasta. Chlubą jest Centrum Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W zeszłym roku NIK badała, jak gminy radzą sobie z rozwiązywaniem tych problemów. Okazało się, że 80 proc. samorządów nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Za to Malbork był stawiany za wzór. Tutejsze centrum to nie tylko miejsce, gdzie leczy się alkoholików, ale też punkt opieki nad rodzinami patologicznymi. Dzieci z takich domów mają tu opiekę psychologów, mogą bezpłatnie korzystać ze świetlic i kółek zainteresowań. Co roku na koszt gminy wyjeżdżają na wakacje. Rocznie na funkcjonowanie ośrodka gmina przeznacza ok. 700 tys. zł. - Nie chcemy, by wychowywała je ulica, nie chcemy nowego pokolenia przestępców - mówi Piotr Szwedowski. POLKOWICE JAK Z OBRAZKA
Dziś kopalnię chwalą wszyscy To ona, od reformy samorządowej w 1990 roku, wpłaca do budżetu Polkowic 30 milionów złotych podatków rocznie. Miasteczko stało się jednym z najbogatszych w kraju. Kamieniczki starannie odrestaurowano, chodniki wymieniono, zbudowano park wodny, a w utworzonej przez władze gminy specjalnej strefie ekonomicznej (inwestujące tu firmy są zwolnione z podatków) powstały nowoczesne zakłady z zachodnim kapitałem, m.in. fabryka silników Volkswagena. - Pies z kulawą nogą u nas by nie zainwestował, gdybyśmy nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa - mówi Wiesław Wabik, zastępca burmistrza Polkowic. Gmina zaczęła inwestować nie tylko w infrastrukturę, ale też w policję. Komenda z rozpadającej się kamieniczki przy ul. Lipowej („Tynk leciał nam na głowę" - wspominają policjanci) przeniosła się w 1999 roku do obszernego budynku po hotelu robotniczym. Gmina gruntownie wyremontowała obiekt, kupiła meble i centralę telefoniczną, ufundowała monitoring, kupiła 10 radiowozów. Rocznie gmina dofinansowuje swoją policję kwotą ok. 300 tys. zł. Samorząd sam utrzymuje też siedmiu dodatkowych policjantów (w sumie jest ich 121). - Wiem, że mam do pracy znacznie lepsze warunki niż moi koledzy z innych miast. I wiem, że to do czegoś zobowiązuje - mówi Marek Rzęsista, zastępca komendanta powiatowego w Polkowicach. Poważne kradzieże na terenie Polkowic, znanych w całym regionie z zamożności, popełniali złodzieje, którzy przyjeżdżali z Wrocławia, Zielonej Góry i Lubina. Dlatego policja przyjęła zasadę, że zatrzymuje do kontroli wszystkie samochody na rejestracjach spoza miasta. - To nasza żelazna reguła. Kontrolujemy wszystkich bez wyjątku - wyjaśnia inspektor Rzęsista. - To nie jest trudne, zwłaszcza w nocy, gdy ruch na ulicach minimalny. Rutynowymi patrolami zajmuje się w Polkowicach straż miejska, licząca 32 pracowników Gmina wyposażyła strażników w nowoczesną łączność, cztery radiowozy i... rowery górskie, bardzo przydatne na wąskich uliczkach Polkowic. Rowerowi strażnicy przyznają, że nie mają zbyt wiele pracy - Czasami zwrócimy uwagę, że ktoś wyprowadza psa bez smyczy albo źle parkuje samochód. Generalnie cisza i spokój - mówią. Problemem Polkowic były nie tylko przestępstwa kryminalne. Miasteczko przecina ruchliwa trasa E65, na której dochodzi do kilkudziesięciu śmiertelnych wypadków rocznie. Gmina nie poprzestała na budowie nowoczesnej sygnalizacji na skrzyżowaniach. Samorząd sfinansował też System Ratownictwa Medycznego. Polkowice są jedynym miastem w Polsce, gdzie wykręcając numer 112, łączymy się z centrum, w którym stacjonuje pogotowie i straż, a specjalnie wyszkoleni dyspozytorzy potrafią koordynować najtrudniejsze nawet akcje ratunkowe. - W tym roku chcemy jeszcze kupić wideoradary. Kierowcy muszą jeździć wolniej - mówi burmistrz Wabik. - Poza tym już jesteśmy miastem bezpiecznym - zapewnia z dumą. Słowa te potwierdza sondaż przeprowadzony w ubiegłym roku przez Szkołę Policealną Służb Społecznych z Wrocławia. 82 proc. badanych mieszkańców stwierdziło, że czuje się w Polkowicach bezpiecznie. To o ok. 10 proc. więcej niż wykazują ogólnopolskie badania opinii społecznej. WROCŁ.AW DLA TURYSTÓW
Na początku ubieglego roku policja przeprowadzila wśród mieszkańców ankietę z pytaniem, jakie przestępstwa są dla nich najbardziej uciążliwe. Odpowiadający najczęściej wymieniali kłopoty z menelami, popijającymi alkohol i zakłócającymi porządek w miejscach publicznych. Policja zareagowała natychmiast - patrolom wydano rozkaz natychmiastowego reagowania na najdrobniejsze przewinienia w obrębie ścisłego centrum miasta, w którym każdego dnia przebywa najwięcej mieszkańców i turystów. Policja zatrzymywała za picie piwa pod sklepami, krzyki, zaczepianie przechodniów. Zaczęto legitymować wszystkich podejrzanie wyglądających osobników. I po raz kolejny okazało się, że gdy policja stanowczo tępi drobne wykroczenia, maleje również liczba przestępstw - w stosunku do pierwszego półrocza 2003 w tym roku w całym mieście liczba włamań do aut spadła o 20 proc., z 2238 do 1730. Po zrobieniu porządku na rynku władze Wrocławia i policja zabrały się za kolejne dzielnice. Najcięższą próbą miał być Ołbin. Dzielnica zabudowana XIX-wiecznymi kamienicami, przeważnie nieremontowanymi od czasów II wojny światowej, ma opinię trójkąta bermudzkiego. Tuż obok siebie mieszkają Cyganie i squattersi. Mnóstwo tu pijaczków, przeróżnych mętów spod ciemnej gwiazdy. Jednym słowem: po zmroku lepiej tędy nie chodzić. O Ołbinie wrocławianie mówili, że gangsterzy z Bronksu nie przeżyliby tu kwadransa. Wizerunek dzielnicy ma poprawić restaurowany właśnie plac Świętego Macieja. To wspólna akcja policji i magistratu. Plac jest zaniedbany i obskurny, ale już niebawem odzyska przedwojenną świetność, a policja będzie korzystać z kamer, które zostaną zamontowane na kamienicach. - Ten system się sprawdza - zachwala komendant Mirosław Skarul, szef wrocławskiego komisariatu na Ołbinie. - Miejski teren oświetlony, ogrodzony i monitorowany od razu budzi zaufanie mieszkańców, a odstrasza potencjalnych przestępców - dodaje. W podobny sposób policja i władze miasta rozwiązały problem Ostrowa Tumskiego, najstarszego zabytkowego rejonu miasta, najliczniej odwiedzanego przez turystów, oraz nieodległego od centrum osiedla Huby. Kamery monitorujące niebezpieczne miejsca Hub sfinansowało miasto - kosztowały 112 tys. zł. Trafiły w okolice dworców, na kluczowe skrzyżowanie oraz w pobliże osiedlowego sklepu nocnego. - Mieszkamy na specyficznym osiedlu. Ze względu na dworce każdego dnia przewija się przez tę okolicę tłum obcych ludzi - wyjaśnia Maciej Borowski, członek rady osiedla Huby. - Także dilerzy narkotyków, bezdomni, drobni złodzieje i inni przestępcy. Kamery działają też na podświadomość. Już sama ich obecność zdecydowanie hamuje zakusy wandali. Miasto pomaga także samym policjantom. Od marca 2004 r. przy ul. Kościuszki 37A działa nowy rewir dzielnicowych, czyli filia miejscowego komisariatu. Jak podkreśla szef filii, komendant Ryszard Kostka, powstała z inicjatywy rady osiedla. Na remont lokalu miasto przeznaczyło 60 tys. zł. - I już w pierwszych miesiącach funkcjonowania rewiru przestępczość spadła o 7 proc. - cieszy się komendant Kostka. Łącznie władze Wrocławia dały w zeszłym roku policji prawie 480 tys. zł. Z tego 125 tysięcy poszło na dodatkowe patrole, 20 tysięcy na zakup dwustu kamizelek z napisem „Policja - Dzielnicowia" a 273,5 tysiąca na zakupy alkomatów, testerów narkotykowych oraz szkolenia dzieci z zakresu bezpieczeństwa. W każdym z trzech polskich bezpiecznych miast, które odwiedzili dziennikarze „Newsweeka'; sposób działania bvł podobny - przestępczość opanowano przez konsekwentne egzekwowanie przepisów, nawet jeśli ich łamanie na pierwszy rzut oka wydaje się mało szkodliwe. Każde wykroczenie - począwszy od picia piwa na skwerku - kończyło się interwencją i karą. Recepta skuteczna i sprawdzona. I w gruncie rzeczy prosta. A skoro tak prosta i oczywista, to dlaczego w większości polskich miast wciąż jej nie zastosowano? (Igor Ryciak - "Newsweek Polska" z 8 sierpnia 2004 r.) |