KŁOPOTY MIESZKAŃCÓW UL. GLINIANEJ

Na hałaśliwą młodzież i dewastujących budynki chuliganów skarżą się mieszkańcy bloków przy ul. Glinianej 40-44 i Gajowej 23

Malowanie ścian sprejem, robienie dziur w tynku, niszczenie tablic gabinetów lekarskich i rozpalanie ognisk to tutaj "normalność" - mówi mieszkaniec ul. Glinianej. - Regularnie czyścimy szyby, które są zapisywane graffiti - informuje Andrzej Sobieszek, kierownik filii banku PeKaO SA. Wandale zbili neon okulistyki i zamazują szyldy lekarskie. - Ludzie muszą szukać właściwego gabinetu - żali się Katarzyna Budziak. Jednak największą bolączką mieszkańców jest młodzież na podwórku. Regularnie wyrywają włączniki oddymiania budynku, kilkakrotnie podpalili komory śmieciowe, nad którymi znajdują się mieszkania, zniszczyli nawet daszki kominów wentylacyjnych garaży. Mieszkańcy skarżą się również na krzyki i wulgaryzmy oraz na narkomanów, po których na klatkach schodowych zostają porozrzucane igły i strzykawki. - W przypadku narkomanów wystarczy interwencja policji lub straży miejskiej i jest spokój na jakiś czas - mówi pani Maria. Tylko w drugim półroczu ubiegłego rogu straż miejska miała 60 interwencji na Glinianej i Gajowej. - To dużo jak na jedno miejsce, choć połowa interwencji dotyczyła bezdomnych i narkomanów - mówi strażnik, młodszy inspektor Arkadiusz Galbierczyk.
Część lokatorów postanowiła zatrudnić firmę ochroniarską. Ale pomysł upadł, gdy tylko pięć z 54 rodzin zadeklarowało się, że będzie regularnie płacić na ochroniarzy. Kolejnym pomysłem było ogrodzenie podwórka, ale okazało się, że nie można postawić ogrodzenia ze względu na konieczność zapewnienia dojazdu dla służb miejskich i straży pożarnej. Adamina Boroń, prezes zarządzającej budynkiem Spółdzielni Mieszkaniowej "Wrocławianka", proponuje zabudowę przejścia od ul. Glinianej. - Zostanie ograniczony dostęp do podwórza, co poprawi bezpieczeństwo - zachwala. Właścicielom lokali chce zaproponować montaż kamer.

(Piotr Walczak - "Gazeta Wyborcza" 05 marzec 2003 r.)


PLECY PATOLOGII

Mieszkańcy Gaju i Hub skarżą się na włóczących się po osiedlowych uliczkach narkomanów. Policja przekonuje, że w rozwiązaniu problemu najbardziej mogą pomóc sami mieszkańcy. - Nie pozwalam synowi wychodzić po zmroku. Pełno tu narkomanów. Na ulicy, na klatkach schodowych - mówi pani Anna, od lat mieszkająca przy ulicy Łódzkiej. -Sąsiadki też narzekają - przekonuje. - Huby to o tyle specyficzne osiedle, że są to „plecy" dwóch dużych dworców - kolejowego i autobusowego. Tam życie toczy się całą noc, tam też najwięcej jest patologii - tłumaczył podinspektor Roman Wybieralski, zastępca komendanta ds. prewencji  Komendy Policji Wrocław Krzyki. Komendant Wybieralski prosi o pomoc: - Jeśli ktoś widzi narkomanów na klatkach schodowych lub że do jakiegoś mieszkania ciągle wchodzi i wychodzi młodzież, powinien nas o tym zawiadomić. Wtedy my będziemy mogli skuteczniej zareagować. - Zawiadamiamy policję i straż miejską, ale oni nie zawsze pomagają - skarży się pani Anna. - To prawda, często dzwonią do nas mieszkańcy tych osiedli - przyznaje komendant Wybieralski. - Niestety, dilerów musimy przyłapać na gorącym uczynku, więc potrzebujemy więcej Czasu.

(Karolina Karwicka - "Gazeta Wyborcza" 05 marzec 2003 r.)