JAK NA WIDELCU

Straż obywatelska ma pomagać policji. Może nawet zatrzymać przestępcę. Co będzie jednak kiedy ten pobije społecznego stróża porządku lub zacznie do niego strzelać?

Handel narkotykami, bójki, dewastacje ławek i placów j zabaw  często dzieje się to naszych oczach. Mieszkańcy osiedla Huby postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc policji w walce z przestępcami. Powołano straż obywatelską. Choć niektórzy śmieją się, porównując ją z ORMO (dla tych, którzy nie pamiętają: ochotnicza rezerwa milicji obywatelskiej, funkcjonowała w Polsce do końca lat 80), do straży przyłącza się coraz więcej mieszkańców.

- Ci, którzy spędzają na osiedlach większość dnia, najlepiej wiedzą, jakie mają problemy - mówi Józef Pilarski, założyciel straży. Dzielnicowy jest tutaj zaledwie kilka godzin. Zmorą wieżowców przy ul. Armii Krajowej były, na przykład, włamania do piwnic. Przekazaliśmy informację policji. Od marca liczba włamań spadła.

Żona odradza

- Zaczęło się od 10 emerytów  opowiada Pilarski. - Trzech odpadło, bo żony powiedziały, żeby się nie wychylali. Teraz na Hubach jest 20 strażników obywatelskich. Dołączyli do nich młodzi ludzie. Mają małe dzieci i chcą żeby czuły się bezpiecznie. Strażnicy obywatelscy mają obserwować osiedla i informować policję o niebezpiecznych zjawiskach. Na ulice wyruszają wyposażeni w czujne oko, kartkę papieru i ołówek. Jak każdy obywatel, będą mogli zatrzymać złodzieja, kiedy na ich oczach włamie się do samochodu. Nie mają jednak kajdanek, ani pałki, jak policjanci, żeby skuć delikwenta, lub obronić się przed atakiem. Ba, nie zostali nawet przeszkoleni, jak obezwładnić napastnika. Policja broni się: to nie są formacje zbrojne, nie możemy ich więc szkolić.

Strażnik zagrożony

- Przestrzegam strażników, że tworzą zupełnie nową formację społeczną w Polsce - mówi Pilarski. Muszą liczyć się z tym, że ktoś się na nich rzuci, a nawet zrobi krzywdę, podczas patrolu. Na szczęście, nie było jeszcze takiej sytuacji. Towarzyszą nam strażnicy miejscy i dzielnicowi. To jednak wkrótce się zmieni. Strażnicy muszą pamiętać, że działają na własną odpowiedzialność. Prezentujemy im filmy z obezwładniania, czy obrony przed napastnikiem. Przydałyby się jednak odpowiednie przepisy. Działacz osiedlowy z Hub próbował zainteresować problematyką straży wrocławskich posłów. Na razie bez odzewu.

- A zmiana przepisów jest konieczna - podkreśla Pilarski. - Może się stać nieszczęście. Przecież bandyci nie zastanawiają się już nawet czy strzelać do policjantów, a co dopiero do strażnika, który nawet nie ma munduru.

Bez ochrony

Rozmowa z Edwardem Kucharskim, komendantem miejskim policji we Wrocławiu.

Gazeta Wrocławska: Czy i w Polsce są przepisy, które określają kompetencje straży obywatelskiej?

- Edward Kucharski: Na razie nie ma. Straże obywatelskie dopiero się tworzą. Sygnalizujemy parlamentarzystom potrzebę zmian prawnych. W Niemczech formacje takie działają według konkrotnych uregulowań, mają swoje oznakowania, a nawet mundury. Dzięki telefonom komórkowym, w które wyposażyli strażników prywatni sponsorzy, mogą oni alarmować policję, gdy podczas patrolu zauważą coś niepokojącego. Po skończonej służbie, podobnie jak policjanci, strażnicy sporządzają notatkę. Opisują w niej, co widzieli podczas służby. Policja analizuje informacje i na ich podstawie stara się poprawić bezpieczeństwo we wskazanym rejonie.

Policjant ma pałkę i pistolet. Zna chwyty obezwładniające, może ich użyć. Strażnik obywatelski nie ma takich uprawnień, ani wyposażenia. Jak może obronić się przed bandyta, jeśli zdecyduje się zatrzymać go na gorącym uczynku?

- Strażnicy powinni przede wszystkim przekazywać nam informacje o negatywnych zjawiskach na swoich osiedlach. Zgodnie z prawem,  mogą podjąć interwencję, jak każdy obywatel. Tłumaczymy strażnikom, że w sytuacjach, w których może być zagrożone ich zdrowie lub życie, nie powinni ryzykować. Na razie  patrolom obywatelskim towarzyszą policjanci lub strażnicy miejscy. W przyszłości strażnicy będą spacerować po osiedlach bez asysty  mundurowych.

Strażnik obywatelski nie ma więc żadnej ochrony prawnej. Bandyci wiedzą, że policjant może ich nawet zastrzelić. Ze strony strażnika nic im nie grozi. Nie boicie się, że ośmieli to przestępców.

 - Jeżeli strażnik zdecyduje się zatrzymać złodzieja, musi brać na siebie odpowiedzialność za to, że sprawca może mu wyrządzić krzywdę. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Kiedy policjanci widzą, że nie poradzą sobie z zatrzymaniem np. złodzieja, muszą wezwać posiłki i dopiero wtedy podjąć interwencję. Nie chcemy narażać strażników obywatelskich.

Dziękuję za rozmowę.

(Renata Grochal Gazeta Wrocławska z 22 czerwca 2002 r.)
Back to Top