strona wrocławskiego osiedla HUBY

Forum | Zdjęcia | Galeria handlowa
BEZPIECZEŃSTWOsmall logo

ZAGROZENIE TERRORYZMEM

10 sierpnia 2006 r. - Jak donosi brytyjski The Sun - tylko dwa dni dzieliły fanatyków z Al Qaedy od samobójczego zamachu na 9 samolotów z bezbronnymi ludźmi lecącymi do USA. Dzięki miesiącom śledztw prowadzonych przez antyterrorystyczny oddział Scotland Yardu i wywiadu MI5 udało się udaremnić tę diabelską operację. Do zamachu miano użyć nadtlenku triacetonu TATP (Tri Acetone Tri Preoxide) ukrytego w niewinnie wyglądających butelkach do napojów (np. butelkach z mlekiem dla niemowąt).

Plan ... niewinnie wyglądające butelki ze składnikami mieszaniny z której uzyskiwany jest śmiertelnie groźny TATP, detonowane za pomocą  iPod`a lub telefonu komórkowego.

Nadtlenek triacetonu (TATP) ostatni raz wykorzystano w ataku terrorystycznym przeprowadzonym w lipcu 2005 roku w Londynie. TATP słynie z niezwykle łatwej detonacji w zmieniających się warunkach fizycznych - pod wpływem ciepła, uderzenia czy nawet wstrząsu, a jego siła rażenia podobna jest do powszechnie znanego trinitrotoluenu (TNT). Synteza TATP jest dziecinnie prosta, a substratami do tej reakcji są dostępne wszędzie aceton i nadtlenek wodoru, dlatego substancja ta jest tak "popularna" wśród terrorystów.

Próby przemycenia TATP w bagażach pasażerów obecnie są możliwe do wykrycia tylko z zastosowaniem zaawansowanej techniki DESI przy użyciu spektrometru masowego wyposażonego w specjalną, opracowaną w laboratorium Purdue University, przystawkę umożliwiającą pobieranie i jonizację próbek (DESI, ang. desorption electrospray ionisation).

Niedoszli mordercy (jak sie szacuje) 4000 ludzi na cel wzięli samoloty American Airlines, United Airlines i Continental Airlines odlatujące do 5 amerykańskich miast z lotnisk w Gatwick, Heathrow, Manchester i Birmingham oraz Glasgow. Bomby miały być zdetonowane w trzech falach. Aresztowano 24 muzułmanów, brytyjskich obywateli, w większości urodzonych w UK,w pakistańskich rodzinach.

     Wydarzenia z 11 września 2001 roku w USA czy ostatnia seria zamachów bombowych w Madrycie pokazują najlepiej, że na świecie nie ma kraju wolnego od zagrożenia zamachami terrorystycznymi. Dlatego też warto jest wiedzieć, jak zachować się w sytuacji zagrożenia zamachem oraz jakie okoliczności winny skłonić nas do reakcji.

Słowo "islam" i "muzułmanie" pada w tekstach poniżej w negatywnym kontekście - przypominamy jednak, że polscy muzułmanie złożyli wielokrotnie dowody najwyższego poświęcenia dla dobra Polski. Zaś wielu z nas odwiedzało niejednokrotnie państwa islamskie, w których żyją spokojni i miłujący pokój ludzie.

Sytuacja międzynarodowa Polski ostatnimi czasy stała się szczególna, głównie za sprawą koncentrującej uwagę mediów afery z nielegalnymi więzieniami CIA w Europie Wchodniej. Jednak wg wszelkiego prawdopodobieństwa byliśmy już typowani przez terrorystów jako miejsce rozpoczęcia różnych działań w 2001 r. ("są bardzo silne wskazania", że osoby podejrzane o terroryzm przemieszczały się przez Polskę - wypowiedź szefa MSWiA Marka Biernackiego z września 2001 r.). Prawdopodobnie od kilku lat terroryści rozważali atak na samoloty pasażerskie udające się np. do Wielkiej Brytanii z państw nadbałtyckich (Polski, Łotwy lub Estonii). Typowano - wg źródła Times`a w MI5 - miejsce, w którym nie było tak ostrych środków bezpieczeństwa jak w krajach zachodnich, a jednocześnie blisko Londynu. Fakty te wskazują na pewien oczywisty czynnik wyboru.
W pewnym sensie stajemy się również bardziej atrakcyjni jako cel główny ataku. Terroryści po kolei uderzają w europejskich sojuszników Waszyngtonu - w 2004 r. była Hiszpania, w 2005 Wielka Brytania, spośród dużych państw Europy, które wysłały swoje wojska do Iraku, zostały już tylko Włochy i Polska.

"Fakt, że terroryści z sukcesem przeprowadzili atak w Londynie - jednym z najbezpieczniejszych miast, mającym jeden z najlepszych na świecie wywiadów i doskonałe służby antyterrorystyczne - jest tragiczny i niepokojący. Po ponad ćwierćwieczu borykania się z terrorystami, Londyn ma więcej ukrytych kamer i więcej doświadczenia w walce z terrorem niż jakiekolwiek inne miasto. Wydarzenie to powinno nam przypomnieć, że musimy być czujni, musimy hartować nasze społeczeństwa by były przygotowane na ataki i rozszerzyć wysiłki na skalę międzynarodową, aby zniszczyć siatki terrorystyczne." - David Heyman, ekspert waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS).

Komisja Europejska podkreśliła konieczność wzmocnienia współpracy między członkami UE w zwalczaniu terroryzmu. "Ten drugi atak w Londynie (21 lipca 2005 r.) niestety potwierdza, że terroryzm jest stałym zagrożeniem, od którego nikt nie jest bezpieczny".

Czy miasta takie jak Wrocław są bezpośrednio zagrożone? Przytoczmy słowa włoskiego dziennikarza zajmującego się terroryzmem - Od 11 września ekstremiści zmienili sposób działania. Coraz częściej zaszywają się w małych miasteczkach, gdzie nie ma tajniaków, brygad antyterrorystycznych, a porządku pilnuje kilku policjantów z jednego komisariatu. Każda z takich małych komórek jest dziś zdolna do przeprowadzenia krwawego zamachu. Nie oznacza to jeszcze, że terroryści pojawili się w Kostomłotach lub Klewkach (jeśli już, to w innej roli), ale świadczy to o zmianie strategii i poszukiwaniu względnie słabiej chronionych miejsc do ataku.

W niepozornym domu, w przemysłowej dzielnicy miasteczka Neu Ulm (Bawaria) miały powstawać plany zamachów terrorystycznych już w latach 90. Podejrzewano, że mogła tam funkcjonować komórka terrorystyczna Al-Kaidy, podobna do tej, którą w Hamburgu kierował Mohammed Atta, lider terrorystów, którzy zaatakowali w 2001 roku World Trade Center. Miasteczko trafiło na czołówki niemieckich gazet w 2005 r. za sprawą Khaleda el Masriego, Libańczyka z niemieckim paszportem, którego uprowadzili agenci CIA i przez pięć miesięcy przetrzymywali w więzieniu w Afganistanie. Od lat mieszkał on w Neu Ulm. Jak donosiły niemieckie media przez Multi Kultur Haus w Neu Ulm przewinęło się wielu podejrzanych o działalność terrorystyczną. Jednym z nich był Thomas "Hamsa" Fischer, 25-letni Niemiec, który dwa lata temu zginął w Czeczenii walcząc po stronie czeczeńskich bojowników; z Neu Ulm pochodzi Masri Reda Seyem, podejrzewany o kontakty z organizacją terrorystyczną, która dokonała zamachu na Bali w 2002 r. Kontrwywiad niemiecki umieścił w tamtejszym środowisku islamistów swego informatora, i to już kilka lat przed zamachem Al-Kaidy na USA. [źródło: Rzeczpospolita 28.12.2005 r.]

Chociaz w Europie oczekiwano zamachów podczas zimowych igrzysk w Turynie, to szybko okazało się, że celem pozostaje Wlk. Brytania. 10 sierpnia 2006 r. cały świat dowiedział się o udaremnionym zamachu na 9 samolotów które miały polecieć do USA z brytyjskich lotnisk.


JAK DOKONANO ZAMACHÓW W MADRYCIE

Zamach. "Madryt, wczesny ranek 11 marca 2004 r. Jak co dzień tysiące mieszkańców hiszpańskiej stolicy i jej okolic wsiadają do szybkiej kolejki miejskiej, by dojechać do pracy. Jest godzina szczytu - w pociągach panuje duży tłok. Nikt nie zwraca uwagi na grupę młodych mężczyzn, która wchodzi i szybko wychodzi z kolejnych pociągów. Później okaże się, że to terroryści, którzy w czterech pociągach pozostawili łącznie 10 bomb ukrytych w plecakach i małych torbach. Jeden sygnał nadany z telefonu komórkowego wystarczył, by bomby eksplodowały niemal równocześnie. Wybuchy spowodowały śmierć 191 pasażerów kolejek, rannych zostało ponad 1500 osób. Hiszpańską stolicę błyskawicznie ogarnęła panika. Dantejskie sceny działy się na dworcach. Tułali się tam ranni, tysiące ludzi szukało informacji o losie najbliższych. Telefony komórkowe z powodu przeciążenia sieci przestały działać. Zabitych z konieczności przykrywano gazetami. Inne pociągi nie mogły dojechać na stacje przeznaczenia - utkwiły w nich tysiące ludzi. Jak wykazało śledztwo, ofiar mogło być dużo więcej, gdyż terroryści przygotowali jeszcze trzy dodatkowe bomby, które miały wybuchnąć później i zabić ekipy ratunkowe, ale saperzy w porę je znaleźli i rozbroili. Chciano również wysadzić dach jednego z dworców, co by spowodowało śmierć kolejnych setek ludzi". [Lukasz Adamski, GW z 7 lipca 2005 r.]

Śledztwo dotyczące ataków terrorystycznych w Madrycie potoczyło się błyskawicznie za sprawą paczki z bombą, która nie wybuchła i została znaleziona w jednym z pociągów. Szybko ostalono wątki prowadzące do USA, Iraku, Maroka, Niemiec. Telefon, który miał posłużyć do odpalenia bomby, doprowadził policję i służby specjalne do sklepu telefonicznego w madryckiej dzielnicy Lavapies. Tam znaleziono kawałek plastiku, który odpadł od telefonu. Tam też przeprowadzono część przygotowań, m.in. podłączano telefony do materiałów wybuchowych.
Już w dwa dni po zamachach aresztowany został jeden z głównych podejrzanych Marokańczyk Jamal Zougam i dwóch wspólników, z którymi prowadził sklep.
Po numerach telefonów znalezionych u pierwszych pięciu podejrzanych trafiono do następnych. Większość z nich, m.in. jedna kobieta to Marokańczycy. Zatrzymany został też jeden Hiszpan, górnik, który umożliwił kradzież dużej ilości dynamitu Goma 2 i detonatorów z magazynu w Asturii, na północy Hiszpanii. Mężczyzna, który leczył się psychiatrycznie i palił haszysz, prawdopodobnie nie wiedział, do czego miał posłużyć materiał wybuchowy.
Gdy w kwietniu 2004 r. policja otoczyła mieszkanie w Leganes na przedmieściach Madrytu, gdzie ukryli się zamachowcy, ci wysadzili się w powietrze. Sześciu podejrzanych udało się zidentyfikować w miare szybko, siódmego - Algierczyka Allekema Lamari podejrzewanego wcześniej o członkostwo w algierskiej grupie terrorystycznej GIAZ, zidentyfikowano ostatecznie w październiku 2005 r. porównując jego DNA z materiałem genetycznym członków jego rodziny z Algierii.
W sierpniu 2005 r. do prasy trafiła wiadomość o zatrzymaniu przez policję w Belgradzie w Serbii Marokańczyka poszukiwanego w związku z zamachami w Madrycie. Zatrzymany 22-letni Abdelmadżid Bouchar uciekł ze swojego mieszkania na przedmieściach Madrytu trzy tygodnie po masakrze, posługując się fałszywym irackim paszportem. Używał nazwiska Midhat Salah i został zatrzymany, bo nie miał pozwolenia na pobyt. Policja przesłała odciski jego palców do Interpolu, a tam zestawiono je z poszukiwanym Boucharem.
Hiszpańscy śledczy nadal szukają dowodów na to, kto uczestniczył w przygotowaniu zamachów, a przede wszystkim, kto je zlecił. Według niepotwierdzonych informacji hiszpańska policja uważa, że głównym "mózgiem" zamachu był Jordańczyk Abu Musab al-Zarqawi, jeden z przywódców sieci terrorystycznej w Iraku.

Wyrok. Hiszpanie osądzili we wrześniu 2005 r. przywódcę al-Kaidy w Hiszpanii Imada Yarkasa, skazujac go na 27 lat więzienia, m.in. za udział w spisku przed zamachami 11 września. Razem z nim do hiszpańskiego więzienia trafiło 18 innych terrorystów, którzy odpowiadali tylko za działalność w al Kaidzie. Za masakrę w Madrycie osądzono już 31 osób, w większości Marokańczyków lub marokańskiego pochodzenia.


JAK DOKONANO ZAMACHÓW W LONDYNIE

Pierwszy zamach. Słynne zdjęcie zamachowców zrobiła kamera służb porządkowych na dworcu w Luton 50 km na północ od Londynu. Widać na nim sylwetki i twarze wszystkich czterech terrorystów, którzy zaatakowali Londyn 7 lipca. Wszyscy niosą plecaki. W kasie kupili bilety, także te powrotne. Opłacili parking samochodowy. Z dworca w Luton pojechali pociągiem do Londynu i ok. godz. 8:30 wysiedli na dworcu King's Cross, gdzie ponownie sfilmowały ich kamery. Potem rozdzielili się i dokonali zamachów w czterech różnych miejscach. Do wybuchów doszło w tunelach w pobliżu trzech stacji metra. Czwarta eksplozja miała miejsce godzinę później, w autobusie w centrum miasta. Zginęło 56 osób, w tym 4 zamachowców a około 700 osób zostało rannych.

Sean Murphy, 20-letni Amerykanin pracujący w Londynie jechał autobusem nr 89. - Widziałem ludzi, którym rozbite szkło z szyb wagonów utkwiło w twarzach i rękach. Po prostu mieli kawałki gorącego szkła wtopione w twarze i ręce. Straszny widok. Widziałem ludzi z osmalonymi twarzami podduszonych dymem, z trudem oddychających. Byli także poważniej ranni z głębokimi ranami ciętymi. Sam nie widziałem trupów, ale ludzie wybiegający ze stacji mówili o zabitych i ciężej rannych, którzy zostali na dole.

Drugi zamach. Dwa tygodnie po zamachach w metrze, 21 lipca 2005 r. czterej zamachowcy podłożyli bomby w trzech pociągach metra i autobusie (później policja znalazła piątą bombę). Ponownie doszło do eksplozji, tym razem jednak z niewielką siłą. Jedna osoba została ranna. Do "incydentów" doszło na stacjach metra Oval, Warren Street i Shepherd's Bush, a także w autobusie linii 26 na Hackney Road w północno-wschodnim Londynie. Firma obsługująca londyńskie linie autobusowe, podała, że kierowca piętrowego autobusu 26 usłyszał w pewnym momencie wybuch. Pobiegł na górę i zobaczył, że wyleciały szyby, ale żadnemu z pasażerów nic się nie stało.

Na stacji Oval świadkowie mówią o mężczyźnie, który krótko przed eksplozją wrzucił do pociągu jakiś pakunek. Było to na chwilę przed odjazdem pociągu ze stacji; mężczyzna uciekł. Niektórzy pasażerowie opowiadali potem, że poczuli dym, inni zaś, że "mieli wrażenie, jakby coś się paliło".
Na Warren Street niektórzy świadkowie widzieli mężczyznę, który być może przeprowadził atak. Miał on plecak, "który wybuchł i rozpadł się". Pasażerowie próbowali schwytać mężczyznę, ale im się nie udało. Szukano go potem w pobliskim szpitalu uniwersyteckim. Policja opisywała go jako czarnego mężczyznę, prawdopodobnie azjatyckiego pochodzenia, w niebieskiej koszuli z dziurą na plecach i z wystającymi spod odzieży drutami. Przypuszcza się, że główne ładunki nie eksplodowały dlatego, że materiały wybuchowe zbyt długo czekały na użycie i doszło w nich do reakcji chemicznych.

Śledztwo. 27 lipca 2005 r. policja brytyjska w Birmingham aresztowała 24-letniego Yasina Hassana Omara, Somalijczyka mającego prawo pobytu w Wielkiej Brytanii. Wcześniej policja ujawniła jego nazwisko jako podejrzanego i zdjęcie z kamery przemysłowej, jak wychodzi z londyńskiej stacji metra Warren Street prawdopodobnie po podłożeniu jednej z bomb.
Na początku sierpnia 2005 r. brytyjska policja aresztowała 10 osób pod zarzutami udziału w spisku, przygotowywaniu aktów terroru i nakłaniania do terroryzmu.
4 sierpnia 2005 r. oficjalnie potwierdzone zostały wcześniejsze przypuszczenia, że do skonstruowania bomb użyto substancji dostępnych w sklepach. Była to m.in. woda utleniona, kwasek cytrynowy i tabletki emitujące ciepło służące do podgrzewania potraw np. w wojsku. Z tych substancji terroryści stworzyli prawdopodobnie materiał wybuchowy HMDT, który przechowywali w dużych przemysłowych lodówkach znalezionych w jednym z domów w Leeds. W tym właśnie północnoangielskim mieście mieszkała większość zamachowców. Bomby terroryści przewieźli samochodami w pojemnikach do chłodzenia napojów do Luton pod Londynem, gdzie wsiedli do pociągu do Londynu. Według śledczych do zdetonowania bomb posłużyły telefony komórkowe, które miały budziki ustawione na godzinę 8.50 rano, co potwierdziło hipotezę o zamachu  samobójczym.
Również w sierpniu 2005 r. telewizja al Dżazira nadała komunikat al Zawahiriego, prawej ręki Osamy ben Ladena, który mówił, że to al Kaida zorganizowała samobójcze zamachy 7 lipca w Londynie.
W tzw. międzyczasie ustalono, że ludzie, którzy dokonali zamachów w Londynie 7 lipca, byli urodzeni i wychowani w Wielkiej Brytanii. Są informacje wskazujące, że zamachowcy z 21 lipca mieli powiązania z tymi z 7 lipca, którzy zabili w metrze i autobusie 52 osoby i samych siebie.

Wyrok. 4 sierpnia 2005 r. przed londyńskim sądem stanęła pierwsza osoba podejrzewana o związki z zamachowcami z 21 lipca 2005 r. Dwudziestotrzyletni Ismael Abdurahman jest oskarżony o to, że po nieudanych atakach na londyńskie metro 21 lipca ukrywał informacje, które mogły pomóc policji złapać zamachowca.


CO ŁĄCZY ZAMACHY W MADRYCIE I LONDYNIE

Zamachy przeprowadzono w stolicach państw. Terroryści wybrali w obu przypadkach za cel środki transportu miejskiego. W Madrycie były to kolejki podmiejskie, w Londynie - metro i autobusy. Oba zamachy wydarzyły się podczas rannego szczytu komunikacyjnego. Podobnie jak w Madrycie, także w Londynie bomby wybuchały w różnych miejscach w niewielkim odstępie czasu. Zamachy w Madrycie i Londynie łączy jeszcze jedna sprawa - oba kraje już w przededniu zamachu przyciągały uwagę mediów z całego świata. Masakra w Hiszpanii miała miejsce zaledwie dwa dni przed wyborami parlamentarnymi.  Zamachy w Londynie miały miejsce podczas obrad szczytu Grupy Ośmiu w szkockim Edynburgu. Spotkali się tam przedstawiciele najbogatszych państw świata oraz Rosji. Przygotowania do zamachu trwały wiele miesięcy i opierały się na długotrwałej pracy wywiadowczej i wielu tygodniach ćwiczeń terrorystów. W każdym zamachu występuje kilkanaście osób; część to wykonawcy zamachów i ich pomocnicy, plus tzw. grupa wsparcia zajmująca się logistyką.


POLSKIE OFIARY ZAMACHÓW TERRORYSTYCZNYCH

Chociaż zamachu terrorystycznego w Polsce nie było to mamy juz wcale liczne ofiary skrytobójców-fanatyków religijnych:

  • W samobójczych zamachach 4 terrrorystów w Londynie w 2005 r. zginęły 52 niewinne osoby. Pośród nich były Polki: 23-letnia Monika Suchocka z Dąbrówki Malborskiej, 29-letnia Karolina Gluck z Chorzowa, 43-letnia Anna Brandt które zginęły w eksplozji w metrze linii Piccadilly.
  • Liczba śmiertelnych ofiar madryckich zamachów z 11 marca 2004 r. wynosi 190. Liczbę tę ustalili lekarze, którzy zbierali i dopasowywali szczątki ludzkie, pozostałe w miejscach eksplozji. Wśród ofiar są obywatele 11 krajów, w tym czworo Polaków: dwie kobiety, siedmiomiesięczna dziewczynka i jej ojciec zmarło w szpitalach. Jedna ze zmarłych Polek jechała pociągiem z miasteczka Alcala de Henares, największego skupiska Polaków w Hiszpanii. Ironią losu jest to, że w Alcala de Henares, zamieszkiwanym przez imigrantów, znaleziono detonatory i kasety z wersetami Koranu.
  • Przez trzy lata polskiej misji w Iraku zginęło 17 żołnierzy polskiego kontyngentu wojskowego, dwóch byłych komandosów GROM pracujących dla amerykańskiej firmy Blackwater i dziennikarze (Milewicz i Bouamrane) - ostatnia śmiertelna ofiara poniesiona została 25 lutego 2005 r.
  • Nie należy zapominać, że obecność polskich wojsk w Iraku (a także w innych państwach tamtego rejonu), pomimo stabilizacyjnego charakteru części kontyngentu, doprowadziła do śmierci irakijczyjków i przedstawicieli innych nacji (ginęli nie tylko rebelianci, lecz i przypadkowi pasterze kóz czy dzieci bawiące się w pobliżu polskiego obozu itd).

LISTA ORGANIZACJI TERRORYSTYCZNYCH

We wrześniu 2005 r.  w Londynie szefowie służb specjalnych z Europy przyjęli program antyterrorystyczny. Polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uczestniczy w pracach Grupy Antyterrorystycznej - CTG (Counter Terrorism Group) od przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. CTG zapewnia współpracę i koordynację działań służb specjalnych państw Unii, a także Szwajcarii i Norwegii. Jednym z działań jest wspólna lista osób o organizacji terrrorystycznych.

Kluczowe w walce z terroryzmem jest - zdaniem Brytyjczyków - kontrolowanie przepływu informacji w Internecie. Na mocy ustawy z marca br. firmy internetowe muszą archiwizować przez sześć miesięcy wszystkie przepływające przez ich serwery e-maile. Brytyjczycy proponują, by w całej Unii Europejskiej firmy telefoniczne rejestrowały również rozmowy telefoniczne - nie ich treść, lecz datę, czas trwania i dane o numerze dzwoniącego i odbierającego. Francuzi podkreślają, że najskuteczniejszym narzędziem pomocnym w wykryciu sprawców zamachów okazały się podsłuchy telefoniczne (włącznie z SMS), kontrola poczty elektronicznej oraz kamery zainstalowane w miejscach publicznych.

Wiekszość państw europejskich wprowadziła doraźne rozwiązania, które mają przyspieszyć i usprawnić pracę policji, służb specjalnych i wojska.

W Wielkiej Brytanii policja uzyskała prawo do przetrzymywania podejrzanych o terroryzm przez 28 dni bez stawiania im zarzutów (proponowano 90 dni, jednak  część posłów rządzącej Partii Pracy zbuntowała się przeciw rządowi, uznając, że 90 dni przybliża Wielką Brytanię do krajów despotycznych). W najbliższych latach niemal na każdej ulicy w całym Zjednoczonym Królestwie pojawią się kamery rejestrujące tablice rejestracyjne wszystkich przejeżdżających samochodów i skanujące twarze przechodniów.
We Włoszech, po zamachach w Londynie, rząd w trzy tygodnie napisał a parlament uchwalił nową ustawę antyterrorystyczną, która w wielu punktach jest najostrzejsza w Europie. Ustawa daje policji prawo przesłuchiwania podejrzanych o terroryzm bez obecności adwokata oraz pobierania próbki DNA ze śliny nawet bez postawienia zarzutów. Uprawnienia policyjne dostała armia - może patrolować dowolne miejsca, przeszukiwać budynki, legitymować, a nawet aresztować podejrzanych. Nielegalni imigranci są szybko wydalani, bo nowa ustawa skończyła z biurokratycznymi procedurami, które nieraz ciągnęły się kilka lat. Zamiast sędziów wydalać teraz mogą politycy - prefekt regionu, czyli odpowiednik naszego wojewody, po konsultacji z ministrem spraw wewnętrznych.
Francuski parlament przyjął 29 lipca 2005 r. ustawę, która ma ułatwić walkę z terroryzmem. Ustawa w kilka miesięcy później została zaostrzona. Ustawa zezwala na rozwinięcie obserwacji telewizyjnej w środkach transportu, na stacjach, a także na używanie jej w prywatnych obiektach użyteczności publicznej i w obiektach religijnych. Przewiduje się wydłużenie okresu przechowywania danych dotyczących połączeń za pomocą telefonów komórkowych i Internetu, w tym w kafejkach internetowych, które będą miały obowiązek zachowywania danych przez rok. Zaostrzono też sankcje karne za akty terroru: 20 lat (wcześniej 10) za udział w grupie terrorystycznej i 30 lat (wcześniej 20) za kierowanie taką grupą.
Jeszcze ostrzejsze prawo antyterrorystyczne wprowadziła Belgia. W grudniu 2005 r. parlament zaakceptował ustawę, która pozwala policji bez nakazu sądowego zakładać podsłuchy i przeszukiwać prywatne domy nawet bez wiedzy właściciela.

Odrębna kwestia ograniczenie rekrutacji przyszłych zamachowców-morderców, pośród europejczyków realizowana przez radykalne meczety i centra islamskie.

Służby wywiadowcze SISMI oceniają, że we Włoszech jest około tysiąca potencjalnych zamachowców. Mają swoje komórki już nie tylko w dużych miastach, ale i na dalekiej prowincji. Wg danych wywiadu SISMI radykalne meczety i centra islamskie we Włoszech wysłały w ostatnich latach na dżihad do Iraku co najmniej 300 młodych muzułmanów, najwięcej z całej Europy. Wywiad alarmuje, że teraz wracają, doświadczeni w konstruowaniu bomb, organizowaniu zamachów, ale przede wszystkim przesiąknięci zbrodniczą ideologią. Vidino wskazuje, że wychowani na Zachodzie młodzi muzułmanie niewiele wiedzą o irackich realiach, mają jednak coś, czego nie posiadają najlepsi nawet bojownicy świętej wojny - obywatelstwo krajów Europy, włoskie, francuskie i niemieckie paszporty, które umożliwiają im swobodne przekraczanie granic. Według danych wywiadowczych z różnych państw Zarkawi zamierza przy ich pomocy dokonać dużych zamachów w Europie i rozstrzygnąć tym samym swą rywalizację z Osamą ben Ladenem o przywództwo w al Kaidzie.

Amerykanie mają na takie przypadki swoją receptę: w lipcu 2005 r. amerykanin irackiego pochodzenia został skazany na dożywocie za wzywanie do dżihadu - świętej wojny przeciw Ameryce.

Według przedstawicieli Białego Domu w "działania ekstremistyczne" było lub jest zaangażowanych od 1 do 2 proc. z 20 milionów europejskich muzułmanów.


OGÓLNE ZASADY POSTĘPOWANIA

Zwróć uwagę na to, co dzieje się wokół ciebie. Dotyczy to przede wszystkim miejsc publicznych, np.: supermarketów, środków komunikacji publicznej, imprez masowych. Zwróć uwagę na pozostawione bez opieki przedmioty - torby, plecaki.

CO MOŻE BYĆ SYGNAŁEM OSTRZEGAJĄCYM O NIEBEZPIECZEŃSTWIE?

  • rzucające się w oczy nietypowe zachowanie osób,
  • pozostawione bez opieki przedmioty: paczki, torby, pakunki,
  • samochody, a zwłaszcza furgonetki, parkujące w nietypowych miejscach, tj. w pobliżu kościołów i miejsc organizowania imprez masowych i zgromadzeń.

JAK SIĘ ZACHOWAĆ

  • Nie dotykaj podejrzanych przedmiotów pozostawionych bez opieki.
  • Powiadom stosowne służby (policję, straż miejską, administratora obiektu).
  • Jeżeli dojdzie do akcji ewakuacyjnej lub ratowniczej, zastosuj się do poleceń osób kierujących operacją.
  • Zachowaj spokój i bezpiecznie, bez paniki opuść niebezpieczną strefę.
  • Nie udawaj bohatera. Reagowanie pozostaw profesjonalistom (policji, straży pożarnej, pogotowiu ratunkowemu).

ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE - CO ROBIĆ ? - materiały MSWiA, KGP oraz KWP w Katowicach.

UWAGA. Przypominamy, że złośliwe lub "swawolne" wszczynanie fałszywych alarmów jest wykroczeniem  i podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 zł (art. 66 kodeksu wykroczeń).

 

ZAGROŻENIE EPIDEMIOLOGICZNE

WIRUS H5N1.

raport GW o ptasiej grypie

Przez cały 2005 r. służby weterynaryjne w Polsce i Europie przygotowywały się do odparcia śmiertelnie groźnego dla ludzi wirusa H5N1, wywołującego tzw. ptasią grypę. Wirus H5N1 zabił od 1997 r. do 2006 r. roku co najmniej 94 osób - przede wszystkim w południowo-wschodniej Azji i wschodniej Turcji.

W tym samym czasie na świecie zmarło ponad 11 mln osób z powodu powikłań wywołanych zwykłą ludzką grypą !

Tzw. ptasia grypa znana jest od 1901 roku. Pierwsze udokumentowane przypadki zakażenia ludzi wirusem typu H5N1 miały miejsce w Hongkongu w 1997 roku. Na groźne infekcje dróg oddechowych zachorowało wówczas 18 osób, z których 6 zmarło. Stwierdzono, że przyczyną występowania choroby u ludzi był bliski kontakt z zakażonym drobiem. Szybka likwidacja blisko 1,5 miliona ptaków zapobiegła wówczas rozprzestrzenieniu się choroby. Nie ma dotąd potwierdzonego przypadku przeniesienia się H5N1 z człowieka na człowieka. BBC News, powołując się na artykuł, opublikowany w medycznym periodyku "New England Journal of Medicine", zaznacza, iż zdaniem ekspertów wirus H5N1 prędzej czy później się zmutuje.

W marcu 2006 r. wirus dotarł do Polski atakując łabędzie w Toruniu. Wcześniej pojawił się u naszych sąsiadów z Ukrainy. W Rumunii odkryto kolejne ognisko tej choroby, a w styczniu 2006 r. opinia publiczna  poinformowana została i kilkunastu zachorowaniach i 3 przypadkach śmiertelnych w Turcji. W każdym przypadku, pierwsza linia obrony przed wirusem to niszczenie zagrożonych zakażeniem stad drobiu. Na Dolnym Śląsku istnieją plany działania na wypadek ptasiej grypy. Zlikwidowany przy użyciu tlenku węgla drób z terenu Dolnego Śląska będzie utylizowany niedaleko Legnicy, w spalarni Osetnica. Cała akcja związana z likwidacją ptactwa ma spoczywać w rękach straży pożarnej. Główny lekarz weterynarii wyznaczył do tego zadania specjalnie przeszkoloną grupę.


W listopadzie 2005 r. Powiatowy Lekarz Weterynarii zawiadamiał, że zezwala na utrzymywanie drobiu (także gołębi) na otwartej przestrzeni, jeżeli ich karmienie i pojenie odbywa się w zamkniętym pomieszczeniu lub w miejscu zabezpieczonym przed dostępem dzikich ptaków.

Również w listopadzie 2005 r. Powiatowy Lekarz Weterynarii zawiadamiał o wprowadzeniu zakazu organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów z udziałem żywych ptaków, bez względu na ich gatunek. W grudniu 2005 r.  zakaz został uchylony - pod warunkiem posiadania zgody od powiatowego lekarza weterynarii. Spodziewany termin przywrócenia zakazu to wiosna 2006 r.

Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 16 grudnia 2005 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie zarządzenia środków związanych z zagrożeniem wystąpienia wysoce zjadliwej grypy ptaków d. pomoru drobiu - Dz.U. z 2005 r. Nr 248, poz. 2100.
Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 8 listopada 2005 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie zarządzenia środków związanych z zagrożeniem wystąpienia wysoce zjadliwej grypy ptaków d. pomoru drobiu. - Dz. U. z 2005 r. Nr 223, poz. 1920.
Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 8 listopada 2005 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie zarządzenia środków związanych z zagrożeniem wystąpienia wysoce zjadliwej grypy ptaków d. pomoru drobiu. - Dz. U. z 2005 r. Nr 203, poz. 1688.

Do rad osiedli we wrześniu 2005 r. Wydział Środowiska i Rolnictwa UM skierował pismo wraz z wytycznymi Głównego Lekarza Weterynarii dla rolników oraz osób utrzymujących drób (WSR.r.II/2.6052/2005).


BSE - Podobny problem dla służb weterynaryjnych wywołała epidemia BSE. W kraju stwierdzono dotąd 17. przypadków tej choroby. Ostatni w grudniu 2005 r. w  powiecie białostockim.

WŚCIEKLIZNA I BORELIOZA - Informacje o zagrożeniach wścieklizną i boreliozą na stronach Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii.

SKAŻENIA BIOLOGICZNE i CHEMICZNE

SYGNAŁ ALARMU:

  • Sygnał alarmu o skażeniach środkami chemicznymi lub biologicznymi nadawany jest: za pomocą syren (przez 3 minuty przerywany dźwięk - 10 sekund głos syreny, 25 sekund przerwy, 10 sekund syrena, 15 sekund przerwy...), za pośrednictwem radia, telewizji i radiowęzłów lub pojazdów wyposażonych w megafony.

JEŻELI JESTEŚ W BUDYNKU:

  • Pozostań w budynku
  • Wpuść do niego zagrożonych przechodniów.
  • Poinformuj innych mieszkańców o zagrożeniu.
  • Zamknij drzwi i okna.
  • Wyłącz klimatyzację i wentylatory, pozalepiaj wywietrzniki, pozamykaj wywietrzniki w ramach okiennych.
  • Znajdź pomieszczenia bez okien.
  • Unikaj przebywania w piwnicach i innych nisko położonych częściach budynku.
  • Unikaj niepotrzebnego zużycia tlenu.
  • Włącz radio lub telewizor (najlepiej stację lokalną).

JEŻELI JESTEŚ POZA BUDYNKIEM:

  • Znajdź najbliższy zamieszkany budynek.
  • W miarę możliwości poruszaj się prostopadle do kierunku wiatru, chroń drogi oddechowe (np. oddychaj przez chusteczkę do nosa).
  • Umyj dokładnie twarz, włosy i ręce, oczyść oczy i uszy.
  • W przypadku kontaktu z niebezpiecznymi substancjami, zostaw odzież wierzchnią i obuwie przed domem.

JEŻELI JEDZIESZ SAMOCHODEM:

  • wyłącz dmuchawy i zamknij okna, włącz zamknięty obieg powietrza,
  • słuchaj radia (najlepiej lokalnego) i stosuj się do poleceń służb ratowniczych,
  • pojedź do pierwszego zamieszkanego budynku i postępuj według wskazówek dla osób przebywających poza budynkiem.

JEŻELI DOSZŁO DO SKAŻENIA:

  • Nie dotykaj i nie wąchaj podejrzanych przedmiotów.
  • Nie sprzątaj proszku, nie ścieraj cieczy. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się substancji, przykryj ją np. kocem.
  • Pozamykaj okna oraz drzwi i wyłącz klimatyzację, nie dopuść do przeciągów.
  • Opuść pomieszczenie i nie wpuszczaj do niego innych osób.
  • Umyj dokładnie ręce wodą i mydłem.
  • Zdejmij ubranie, które miało kontakt z podejrzaną substancją i włóż do plastikowego worka. Umyj się pod prysznicem.
  • Po kontakcie z podejrzanymi substancjami nie jedz, nie pij i nie pal.
  • Wszystkie osoby, które miały kontakt z podejrzaną substancją albo znalazły się w odległości ok. 5 m od niej, powinny się zgłosić na policję.

JEŻELI DOSZŁO DO SKAŻENIA POMIESZCZEŃ AEROZOLAMI:

  • Wyłącz wentylatory i klimatyzację w całej okolicy.
  • Zamknij okna i drzwi, opuść pomieszczenie.
  • Wyłącz klimatyzację w budynku.
  • Sporządź listę wszystkich obecnych osób i udostępnij ją policji.

[na podstawie: Rzeczpospolita]

TRANSPORT ŁADUNKÓW NIEBEZPIECZNYCH - URAN, CHLOR itp.

Zgodnie z podpisaną z Republiką Czeską umową przez Polskę, drogą kolejową odbywa się transport prętów tlenku uranu dla czeskiej elektrowni atomowej w Temelinie. Transporty są całkowicie tajne i tylko przypadkiem można zobaczyć charakterystyczne wagony przejeżdżające przez nasze miasto. Ostatni transport o którym wiemy, miał miejsce w nocy ze środy na czwartek  (13-14 sierpnia 2003 r.). Był to trzeci pociąg z paliwem atomowym, który przejechał przez Polskę z portu w Szczecinie (pociąg przejechał rejon Wrocławia na linii Szewce-Brochów, dalej został skierowany do Międzylesia). Zezwolenie na transport jest ważne jeden rok. Jeden transport to spora część zaopatrzenia elektrowni jądrowej na cały rok.

  • elektrownie atomowe w Europie (grafika)

"Transport był całkowicie bezpieczny. Nie stanowi praktycznie żadnego zagrożenia. To czyste paliwo, dobrze opakowane, żadne promieniowanie nie powinno wydostać się na zewnątrz, nawet w razie jakiejś katastrofy. O wiele bardziej niebezpieczne są cysterny z chlorem. Zresztą w tym pociągu jest przez cały czas inspektor, który bada poziom promieniowania. Zachowujemy tajemnicę, co do trasy i daty przejazdu, tak jakbyśmy wieźli pociąg złota." - [Dominik Flunt: Tajny pociąg z paliwem dla elektrowni atomowej przejechał przez Wrocław - "Gazeta Wyborcza"  z 14 sierpnia 2003 r. - fragment artykułu].

KLĘSKI ŻYWIOŁOWE

Postęp techniczny i ciągłe przekraczanie barier, które jeszcze niedawno wydawały się nie do przekroczenia, co jakiś czas usypiają czujność ludzi i tworza wrażenie, że potrafimy na wszystko znaleźć sposób, że poradzimy sobie z każdym problemem. Jednak Matka-Natura co kilka lat nam przypomina, "kto tu rządzi". Jednym z ostatnich tego przykładów była powódź w Nowym Orleanie spowodowana przez huragan Katrina. Cały świat patrzył, jak najbogatsze państwo świata nie potrafi sobie poradzić z żywiołem, mimo że ostrzeżenia naukowców były znane i rozpowszechniane na wiele dni przed nadejściem huraganu. W tym wypadku meteorolodzy zrobili swoje: przewidzieli i ostrzegli, co jednak nie zapobiegło śmierci ponad 1000 ludzi i ogromnym stratom materialnym obliczanym na dziesiątki miliardów dolarów.

W Polsce ciągle pamiętamy o powodzi w 1997 r. na Dolnym Śląsku, która także spowodowała ofiary w ludziach i miliardowe straty materialne. Media podniosły wówczas pretensje do naukowców, że nie potrafią odpowiednio wcześnie przewidzieć nadchodzących opadów i ostrzec przed grożącym niebezpieczeństwem. Faktem jest, że dopiero w jakiś czas po powodzi oddano do użytku polskich naukowców sieć radarów meteorologicznych.

28 stycznia 2006 r. o godzinie 17.15 w Katowicach runął dach budynku A1 centrum targowego, w którym przebywało kilkaset osób na międzynarodowej wystawie gołębi.
Prawdopodobną przyczyną tej największej od 15 lat katastrofy budowlanej było zaleganie lodu i śniegu na 2/3 pow. 10000 m2 dachu centrum targowego. Zginęło 67 osób. Zarządca budynku twierdził, że ta ilość śniegu, zgodnie z polskimi przepisami, nie musiała być usuwana. Prokuratura ustaliła wstępnie, że na zawalonym dachu hali w Katowicach mogło zalegać nawet 2,5 tys. ton śniegu i lodu (108 kg/m2). Dopuszczalne obciążenie na tym budynku wynosiło 70-80 kg.

Podjęta nieomal natychmiast  akcja ratunkowa w opinii specjalistów  została uznana za pierwszą w Polsce prowadzoną na taką skalę i tak dobrze skoordynowaną: 1300 ratowników z jednostkek straży pożarnej, policji, służby zdrowia, wojska. Akcję prowadzono przy kilkunastostopniowym mrozie na powierzchni 1 ha. Ostatnią żywą osobę wyciągnięto po 5 godzinach od katastrofy. Niewątpliwie to koronny argument za koordynacją służb poprzez Centra Zarządzania Kryzysowego i poważne traktowanie sprawy przygotowania do usuwania skutków tego rodzaju dramatów.

Ostatnia tak wielka katastrofa budowlana miała miejsce w Polsce w 1995 r. Był to wybuch gazu pod budynkiem przy alei Wojska Polskiego 39 w Gdańsku Wrzeszczu. W efekcie wybuchu budynek osiadł 2 kondygnacje - piętro II "stało się" parterem. Akcja ratownicza trwała ponad 86 godzin. Łącznie wzięło w niej udział 1676 strażaków i ratowników. Zadysponowano 150 samochodów ratowniczych. Wydobyto 19 ofiar.  Ewakuowano 49 osób. Wywieziono tysiące m3 gruzu. Łącznie zginęły wówczas 22 osoby.

To druga katastrofa w Europie na przestrzeni 1 miesiąca. Wcześniejsza, to runięcie dachu lodowiska w bawarskim Bad Reichenhall w Niemczech 2 stycznia 2006 r. W tym przypadku śmierć poniosło 16 osób. Dach zawalił się pod ciężarem świeżo spadłego śniegu. Podobnie jak w Polsce ratownicy w nocy, przy wysokim mrozie starali się dotrzeć do osób znajdujących się pod szczątkami hali. W odróżnieniu od polskiej akcji od razu został użyty ciężki sprzęt.

fot. PAP

"Sueddeutsche Zeitung": śnieg, mróz, pycha architektów i niedbalstwo władz
Przyczyn sobotniej katastrofy budowlanej w Katowicach, podobnie jak w przypadku wcześniejszych wypadków w bawarskim Bad Reichenhall czy też w Moskwie, nie należy szukać w narodowych właściwościach czy też politycznych systemach poszczególny krajów. "Przyczyną jest raczej nieprzewidywalna mieszanka, na którą składają się śnieg, mróz, pycha architektów i niedbalstwo władz" - "Sueddeutsche Zeitung".

W walentynki, 14 lutego 2004 r., na Rosjan bawiących się w Tranvaalparku runęła ogromna szklana kopuła budynku. Transvaalpark był ogromnym kompleksem rozrywkowym (20 tys. m kw.) ze zjeżdżalniami, zatokami imitującymi morza południowe, sztuczną afrykańską rzeką Limpopo, siłowniami, solariami i kręglarniami. W katastrofie zginęło łącznie 28 osób, a blisko 200 zostało rannych. Kopuła zawaliła się wskutek wielu błędów konstrukcyjnych, które nałożyły się na siebie i współzadziałały w jednym tragicznym momencie. W Transvaalparku m.in. źle zaprojektowano wentylację. Para wodna przenikała do betonowych elementów kopuły, a chlor z basenów przyspieszył korozję prętów zbrojeniowych. Wilgoć w dachu zamarzła pod wpływem mrozów i lód rozkruszył konstrukcję.

1 m3  świeżego śniegu waży ok. 100 kg. 1 m3  zleżałego śniegu może ważyć do 800 kg (0,8 tony).

Przy konstrukcji dachów w Polsce uwzględnia się IV strefy opadów śniegu. I - Pojezierze Pomorskie, Wielkopolskie, Nizinę Wielkopolską i Śląską, część Niziny Mazowieckiej. Pomorze Zach., Wielkopolska, Lubuskie, Górny Śląsk, Dolny Śląsk - 78 kg/m2 (oznacza to pokrywę śniegu ok. 29 cm i obciążenie 245 kg/m3); II - wschodnia część Mazowsza, Pojezierze Mazurskie, Wyżyny Małopolska i Lubelska, Pojezierze Kaszubskie - 101 kg/m2; III - strefa to Suwalszczyzna i Wyżyna Białostocka - 123 kg/m2; IV-  rejony górskie i przedgórza - do 336 kg/m2.

Osoby pracujące na wysokości powyżej 3 m powinny mieć uprawnienia, przejść specjalne badania, także psychologiczne. Cena za zleconą usługę odśnieżania dachu wynosi 2-3 zł za metr kwadratowy (po wypadku w Katowicach przejściowo stawki wzrosły do 5 zł).

W 2005 roku najwięcej katastrof wydarzyło się w województwach:
- dolnośląskim - 25 (19,2 proc.)
- śląskim - 20 (15,1 proc.)
- mazowieckim - 14 (10,6 proc.)
- łódzkim - 16 (12,1 proc.)
- wielkopolskim - 11 (8,3 proc.)

 

About Us | Site Map | Privacy Policy | E-mail | ©2002-2006 Maciej Borowski