Jazda samochodem to niebezpieczne zajęcie. Pewne wyobrażenie o skali zagrożeń z tym związanych dają komunikaty policji drogowej dotyczące stanu bezpieczeństwa na drogach. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w różnych województwach występują przeciwstawne tendencje (link do danych KGP). Komenda Główna Policji zwraca uwagę poprawę bezpieczeństwa dzieci. Porównując dane z roku 2004 z danymi z roku 1995-97 widać, że liczba wypadków z udziałem dzieci zmniejszyła się z prawie 11 tys. do 6,6 tys. Jeszcze większemu ograniczeniu uległa liczba drogowych wypadków śmiertelnych dzieci z 415 do 223.

To pewne oczywistości, ale warto o nich przypominać. Najwięcej wypadków zdarza się w lipcu-sierpniu oraz pod koniec października i na początku listopada. Tragiczne są wszelkiego rodzaju długie weekendy, przerwy świąteczne itp.
Zawsze o wypadek nie trudno pod koniec tygodnia tj. w piątek i sobotę, szczególnie około godz. 19.00 (ilość wypadków w ciągu doby narasta od godz. 5.00 osiągając maximum o godz. 19.00) Śmiertelne żniwo zbiera jazda całonocna bez wypoczynku lub w złych warunkach atmosferycznych (obraz z kamer monitorujących ruch na drogach krajowych).
Prawie 80% wypadków to tzw. zderzenia się pojazdów w ruchu lub najechanie na pieszego. Stąd też i podobny udział kierujących pojazdami jako sprawców wypadków. Głównymi przyczynami wypadków jak zwykle są:
- niedostosowanie prędkości do warunków ruchu (29%),
- nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu (24%),
- nieprawidłowe wykonywanie manewrów wyprzedzania, omijania, wymijania (10%),
- nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych (8%).
W przypadku pieszych przyczynami wypadków są: nieostrożne wejście na jezdnię przed jadącym pojazdem (45%), przebieganie jezdni (12%), przekraczanie jezdni w miejscu niedozwolonym. Tutaj ofiarami najczęściej są dzieci w wieku 7-14 lat.
W odniesieniu do ogólnej liczby wypadków spowodowanych przez kierujących, nietrzeźwi stanowią ok. 9-10%. Następuje znaczący wzrost liczby zatrzymanych nietrzeźwych kierujących pojazdami (jak twierdzi policja - wskutek zwiększenia skuteczności pracy policji).
Statystyki Dolnośląskiej KWP wskazują na ok. 10% pogorszenie bezpieczeństwa na dolnośląskich drogach tylko w ciągu ostatniego roku. Najłatwiej jest zginąć lub zostać rannym jadąc drogą nr 8 (Kłodzko) i nr 94 (Lubin). Jednak do najpoważniejszych wypadków dochodzi w innym miejscu, na odcinku autostrady A18 i drogi nr 18 prowadzących do Olszyny (A18 zaczyna się od zjazdu do Zgorzelca). Szanse wyjścia żywym z wypadków na tym odcinku drogi są jak 1:10 (śmiertelność 87%!). Zdecydowana większość wypadków wydarzyła się na obszarze zabudowanym (70%). Najwięcej z nich miało miejsce na przejściach dla pieszych !
Pocieszające jest to, że mamy mniej pijanych pieszych (o 23%); niestety przybyło nam kierujących pianych sprawców wypadków (o 12%). Co ciekawe, tak często nagłaśniany zły stan dróg doprowadził do 0,1% wypadków (co oznacza 1-2 wypadki na prawie 3000 rejestrowanych rocznie) podobnie jak tzw. niezawiniona niesprawność techniczna pojazdu (3 wypadki) - to tyle samo ile wypadków zdarza się z winy zwierząt na drodze. Statystyki te są jednak mocno kontrowersyjne.
Inna rzecz warta zauważenia to wiek sprawców wypadków. Chociaż liczebnie dominuje grupa wiekowa 25-39, to po przeliczeniu tej liczby na wskaźnik gęstości (średnia w grupie) widać wyraźnie, że "temperament" ponosi najbardziej w wieku 18-24 lat.

W samym Wrocławiu policja drogowa notuje codziennie ok. 35 zdarzeń drogowych, co daje rocznie liczbę ok. 13 tys. zdarzeń drogowych. W tym jest zawarta liczba ok. 12 tys. zgłaszanych policji kolizji i ok. 850 wypadków, w wyniku których śmierć ponosi średnio 45 osób (ok. 25 zabitych na miejscu), a 900 osób doznaje obrażeń ciała.
Powtórzmy: rokrocznie w wypadkach samochodowych we Wrocławiu ginie od 40-50 osób.
| PRZYCZYNY WYPADKÓW Z WINY PIESZYCH |
| 84 |
nieostrożne wejście na ulicę pod nadjeżdżający pojazd |
| 38 |
przejście przez jezdnię na czerwonym świetle |
| 31 |
przechodzenie w miejscu zabronionym |
| 26 |
nieprawidłowe przekraczanie jezdni |
| 12 |
nieostrożne wyjście zza przeszkody |
| 6 |
wtargnięcie na ulicę dzieci do lat 7 |
| 2 |
chodzenie nieprawidłową stroną jezdni |
|
14 |
inne |
|
źródło: dane policji z Wrocławia - 2002 r. |
Jedno z czołowych miejsc w statystykach wypadków zajmuje obwodnica śródmiejska i jej skrzyżowania, w tym al. Armii Krajowej z ulicami i skrzyżowania z ul. Bardzką i Ślężną.
| |
WYPADKI |
RANNI |
KOLIZJE |
| Hallera/Mielecka |
6 |
8 |
39 |
| Robotnicza/Strzegomska |
3 |
3 |
29 |
| Legnicka/Rysia |
4 |
6 |
22 |
| Bałtycka/Obornicka |
6 |
8 |
25 |
| Bardzka/Armii Krajowej |
5 |
9 |
44 |
| Karkonoska/Wyścigowa |
2 |
4 |
20 |
| Gajowicka/Hallera |
2 |
4 |
30 |
| Ślężna/Armii Krajowej |
3 |
4 |
19 |
| Piłsudskiego/Świdnicka |
3 |
3 |
37 |
| Poznańska/Zachodnia |
2 |
3 |
30 |
| Kołłątaja/Kościuszki |
3 |
4 |
43 |
| Wyszyńskiego/Damrota |
3 |
2 |
10 |
| Dubois/Pomorska |
5 |
6 |
38 |
| Jedn.Narodowej/Żeromskiego |
2 |
2 |
40 |
Pozostałe "czarne" ulice (wypadki - zabici - ranni - kolizje):
- Legnicka 34 -4 -45 -324
- Grabiszyńska 24 -2 -31 -191
- Karkonoska 14 -2 -19 -184
- Obornicka 11 -2 -10 -123
- Jedności Narodowej 16 -1 -16 -153
- Skłodowskiej-Curie 14 -1 -16 -121
- Olszewskiego 08 -1 -09 -059
NOWE PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH
We Wrocławiu za wytyczanie nowych przejść odpowiada w urzędzie miasta dział zarządzania ruchem wydziału inwestycyjno-technicznego (WI-T). To właśnie tutaj trafiają pisma od wrocławian w sprawie wytyczenia nowych przejść i/lub założenia sygnalizacji świetlnej. Również tutaj swoje wnioski o budowę/wytyczenie nowych przejść przesyłają rady osiedli (można korzystać z ich pośrednictwa).
W porozumieniu z innymi służbami miejskimi (miejska komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego) w WI-T sporządzana jest lista miejsc w których, w najbliższym czasie, przejścia zostaną wytyczone, oznakowane lub przebudowane. Wg posiadanych przez nas informacji są to (2005 r.):
- skrzyżowania Krakowskiej z Karwińską (w realizacji),
- Trzebnicka - Kraszewskiego
- Grabiszyńska - Bzowa
- Pilczycka - Kozanowska
- Hubska - Lniana
- Jedności Narodowej - Drobnera - Probusa
- Kosmonautów - Starogajowa - Kamiennogórska
- Kosmonautów - Szczecińska
- Kowalska (przy szkole)
- Opolska - Głubczycka
- Średzka - Dolnobrzeska
- Armii Krajowej - Widna - Krynicka (wykonane)
- Kasprowicza - Pola
- Piaskowa (przejście przy Hali Targowej)
Realizacja tych wniosków inwestycyjnych ściśle zależy do środków finansowych w budżecie miasta. Koszt budowy sygnalizacji to ok. 150 - 200 tys. zł.
OZNAKOWANIE PRZEJŚĆ
Stan pasów na przejściach dla pieszych jest sprawdzany dwa razy w roku przez pracowników ZDiK. Tylko brak środków uniemożliwia rokroczne odnowienie wszystkich oznaczeń tzn. poziomych znaków drogowych. Dlatego też istotną sprawą jest wskazanie tych przejść, które wymagają najszybszej interwencji. Wszelkie sprawy przejść dla pieszych i oznakowania poziomego ulic (w tym odnowienie pasów) załatwia:
PROGI ZWALNIAJĄCE (link)
Istnieje możliwość montażu progów zwalniających
na drogach osiedlowych. Niestety od 2005 r. ZDiK we
Wrocławiu realizuje tylko takie projekty, które zakładają 100% partycypację wnioskodawcy w kosztach
montażu (bez kosztów przygotowania projektu). Koszt montażu jednego progu to ok. 2000 zł brutto. (więcej)
Sprawa przejść dla pieszych to niezwykle delikatna materia. Z jednej strony występuje interes kierowców z drugiej - pieszych. Do tego dochodzą różne inne czynniki natury technicznej i prawnej, które muszą być uwzględnione przy wytyczaniu nowych przejść dla pieszych. Zawsze jednak na pierwszym miejscu być powinno bezpieczeństwo ludzi. W ostatnim latach praktycznie tylko trzy lokalizacje przejść wymagały interwencji rady osiedla.
- ul. Borowska na wysokości sklepu Albert (mapka)
- ul. Hubska na wysokości Lidla, (mapka)
- al. Armii Krajowej na wysokości Hali kupców (mapka).
Rada zajmowała się także progami zwalniającymi przed Szkołą Podstawową nr 17 przy ul. Wieczystej. W planach jest montaż progów u wlotu w ul. Śliczną z ul. Borowskiej.
1) Sprawa przejścia przez ul. Borowską dotyczyła kwestii zapewnienia bezpieczeństwa osób wysiadających z komunikacji zbiorowej i skracających sobie drogę w miejscach do tego nie przeznaczonych. Po jednym z kilku wniosków przewodniczącego komisji infrastruktury w sprawie poprawy bezpieczeństwa na tym przejściu, w 2003 r. ZDiK zamontował stalowe płotki rozgraniczające jezdnie.
2) Sprawa sygnalizacji świetlnej na ul. Hubskiej pojawiała się od wielu lat. Początkowo mieszkańcy domagali się sygnalizacji świetlnej w związku z przystankiem tramwajowym. Jakiś czas temu doszedł inny czynnik a mianowicie budowa sklepu Lidl. Pomijając w tym miejscu sprawę "dzikiego" w naszym pojęciu wjazdu pojazdów do sklepu Lidl od strony miasta (patrz: sprawa Hubska 84-86), ze względu na rosnący ruch samochodów zmierzających do dalej położonych osiedli, a także ze względu na coraz chętniej wykorzystywany przez tranzyt samochodowy tzw. wschodni wjazd na autostradę, sygnalizacja świetlna staje się niezbędna w tym rejonie. W rachubę wchodzą dwa miejsca: jedno na wprost ul. Jerzego, drugie kilkanaście metrów bliżej centrum miasta na wprost ul. Prudnickiej. Sygnalizacja świetlna została zaplanowana do realizacji w 2005 r. jednak z realizacji planów jak na razie nic nie wyszło.
3)
Sprawa zrealizowanego w 2005 r. za ponad 200 tys. zł przejścia przez al. Armii Krajowej na wysokości Hali kupców to materia niezwykle delikatna. Inaczej niż w przypadku przejść przez zwykle jezdnie, sygnalizacja świetlna została umiejscowiona przy obwodnicy śródmiejskiej, której podstawowa funkcja polega na zapewnieniu płynnego ruchu pojazdów. Z drugiej strony, przejście to zapewnia praktycznie 60-70% komunikacji pieszej pomiędzy os. Gaj i Huby. W miejscu tym doszło do śmiertelnego wypadku. Po tym fakcie wzdłuż trawnika postawiono płot, żeby uniemożliwić przechodzenie w niedozwolonych miejscach, ograniczono też prędkość do 40 km.
Akcja uruchamiania sygnalizacji świetlnej przy al. Armii Krajowej trwała kilka lat i była prowadzona przez Radę Osiedla Gaj. Rada Osiedla Huby wskazywała na potrzebę budowy kładki nad jezdnią i zamknięcia przejścia dla pieszych na tym odcinku obwodnicy śródmiejskiej (zgodnie z pierwotnym założeniem projektowym obwodnicy). Podobne stanowisko prezentował komisariat policji z ul. Jaworowej. Ostatecznie sprawę budowy świateł przesądziła akcja zbierania podpisów przez uczniów Gimnazjum nr 21 przy ul. św. Jerzego, z której to szkoły jedna z uczennic poniosła w 2002 r. śmierć pod kołami rozpędzonego Reno Kangoo właśnie na wysokości Hali kupców. Listy z podpisami trafiły, przy udziale mediów, do prezydenta Dutkiewicza.
Opinie mieszkańców tej sprawie były mocno podzielone, oto niektóre z nich wyrażone na jednym z wrocławskich forów:
Gość: John Flower. 11.02.2005 22:14
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest budowa pomostu dla pieszych. Takie rozwiązanie daje prawie 100% bezpieczeństwo dla pieszych i nie spowalnia ruchu na tak ruchliwej drodze jak ul. Armii Krajowej.
Gość: qban 11.02.2005 23:15
Praktyka pokazuje, że po zainstalowaniu świateł ilość ofiar WZRASTA!!! Kierowca jak mu Sie kończy zielone światło to wciska gaz i nie patrzy, czy ktoś nie usiłuje przebiec na swoim czerwonym, bo ma minutę do dzwonka. Wydaje mi się, że cała akcja kieruje jakąś sfrustrowana nauczycielka która koniecznie chce coś zrobić. Ciekawe jak spojrzy w oczy rodzicom następnej ofiary (bo jak się pojawia światła, to i pojawią się następne wypadki). (...) Światła są potrzebne w sąsiedztwie szkół podstawowych, ponieważ dzieci do 10 roku życia mają problemy z ocena prędkości poruszających się pojazdów i z oceną odległości. W takim przypadku światła zwiększą bezpieczeństwo. W przypadku gimnazjum nic to nie da, bo dzieci w tym wieku namiętnie przebiegają na czerwonym świetle, a kierowca jak widzi zielone, to zachowuje mniejszą czujność niż kiedy świateł nie ma wcale, a często wręcz przyspiesza aby zdążyć przed zmianą świateł.
Gość: z ulicy Widnej 12.02.2005 09:29
Ja jestem za uczniami bo mają rację. Dbają o bezpieczeństwo swoje i ludzi starszych. Nie zgadzam się z opiniami poprzednich internautów. Mieszkam w tym rejonie i wiem co tam się dzieje.
Gość: Halinka 12.02.2005 10:06
Myślę że żyjemy w chorym Państwie. Nic się nie robi aby zadbać o bezpieczeństwo pieszych. Mówi się że brak jest pieniędzy. Żyjemy w Europie i tam kierujący zbliżając się do przejścia dla pieszych ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszemu. W razie wypadku na pasach winny jest kierujący a nie jak w naszym kraju winny pieszy. Policja powinna tam stać całą dobę i karać piratów.
Gość: TIR 12.02.2005 11:11
Mieszkam niedaleko tego przejścia. Sygnalizacja świetlna jest potrzebna nawet dla pojazdów włączających się z ulicy Krynickiej w ul. Armii Krajowej. Auta jadące wzdłuż Armii Krajowej pędzą około 80 km/h, gwałtownie zmieniając pas ruchu tuż przed przejściem lub nawet na nim (w obrębie przejścia dla pieszych obowiązuje 40km/h). Nie pozwala to na włączenie się do ruchu na Armii Krajowej, a bardzo często auta skręcające z Armii Krajowej w ul. Krynicką są "spychane" przez pędzące TIRY. Potrzebna obwodnica autostradowa, przejście dla pieszych z sygnalizacją świetlną a nie gadanie policji o korkach na ulicach miasta!
KONTROLE AUTOBUSÓW SZKOLNYCH
Kontrole autobusów szkolnych nie tylko latem, lecz także w okresie ferii zimowych prowadza policjanci z Sekcju Ruchu Drogowego KMP we Wrocławiu. Punkt kontrolny umiejscowiono przy ul. Ślężnej (obok Wzgórza Andersa), czynny od godz. 07.00-10.00.
Stały punkt kontrolny uruchomiono w październiku 2005 r. zmieniając w ten sposób wcześniejsze zasady kontroli autobusów szkolnych na miejscu wskazanym przez organizatorów wycieczek i wyjazdów.
Policjanci sprawdzają stan techniczny i wyposażenie autokarów przewożących dzieci, a także trzeźwość kierowców. Możliwe są kontrole w weekendy po wcześniejszym zgłoszeniu pod numerem telefonu 071 340 36 20.
Do widoku miasteczka ruchu drogowego na placu L. Zamenhofa zdążyliśmy się już dawno temu przyzwyczaić. Od czasu do czasu sprzątany, głównie po interwencjach RO Huby, plac pozostawał wykorzystywany przez młodych rowerzystów tylko sporadycznie. Ten stan rzeczy postanowił zmienić przewodniący komisji bezpieczeństwa i porządku publicznego RO Huby - płk. Józef Pilarski. Przy udziale Komisji Oświaty RO Huby powstał pomysł, aby na terenie osiedlowego miasteczka ruchu zorganizować naukę przepisów ruchu drogowego na dzieci i młodzieży z pobliskich placówek oświatowych. Szkolenie powierzono policjantom z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji oraz Komisariatu Policji Wrocław-Krzyki.
Od tej pory, raz lub dwa razy do roku, takie szkolenia są przeprowadzane dla 600-800 młodzieży i dzieci. Spotkania z policjantami na terenie miasteczka ruchu drogowego, poza przekazaniem elementarnych wiadomości na temat obowiązujących znaków drogowych, służą także wyjaśnieniu zasad poruszania się po drogach osiedla, w szczególności w pobliżu szkół i przedszkoli. Zajęcia w miasteczku ruchu to okazja do nabycia umiejętności potrzebnych do uzyskania karty rowerowej. To okazja aby porozmawiać o bezpieczeństwie wakacyjnym.
W przeprowadzonych w październiku 2003 r. przez sześć kolejnych dni zajęciach przeszkolono aż 588 uczniów i przedszkolaków.
Do jesiennego programu szkolenia przystąpiły: Przedszkole Nr 50, Przedszkole Nr 119, Szkoła Podstawowa Nr 17, Szkoła Podstawowa nr 73, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy Nr 11 (dawna szkoła nr 115), Gimnazjum nr 17 i 21.
W roku 2004 staraniem hubskiej komisji inicjatyw gospodarczych i gospodarki komunalnej Zarząd Zieleni Miejskiej wykonał częściową renowację zieleni miasteczka ruchu: pojawiły się nowe drzewa i ponad 1300 kwitnących krzewów. Na odnowionym placyku w czerwcu 2004 r. przeprowadzono drugą edycję akcji. W trzydniowym cyklu pogadanek dla dzieci z osiedlowych podstawówek wzięło udział ponad 750 uczniów. Szkolenie prowadził sierżant sztabowy Zbigniew Czekalski (na zdjęciu obok). Następna tura szkoleń odbyła się jesienią 2004 roku.
Akcję powtórzono z podobnym skutkiem (ok. 780 dzieci i młodzieży) także w roku 2005. Szkolenie, jak rok wcześniej, organizował M. Borowski. Zbiegło się ono w czasie z usuwaniem szkód po słynnej wichurze i nie mogłoby się odbyć bez pomocy Zarządu Zieleni Miejskiej. W roku 2005 podjęto dalsze działania prowadzące do uporządkowania miasteczka rowerowego tj. ogrodzenia całości terenu w sposób uniemożliwiający przypadkowe wtagniecie bawiących się dzieci na pobliskie jezdnie.
Mamy nadzieję, że dzięki szkoleniom zmniejszy się liczba wypadków drogowych, w których ofiarami są dzieci. (patrz dział: Rower)
"Na zdjęciach widać centrum Warszawy w środku dnia i auto pędzące 200 km/godz. po zatłoczonej jak zwykle ul. Marszałkowskiej. Potem samochody (honda i audi) przenoszą się poza miasto. Zza szyby widać normalny ruch, podwójną linię ciągłą, przejścia dla pieszych, stojące przy drodze pojedyncze domy. Licznik hondy dochodzi do 260 km/godz. Auto jedzie chwilami po wąskiej, ledwie dwupasmowej drodze, niemal roztrącając na boki inne pojazdy. Jadący z naprzeciwka zjeżdżają na pobocze. Nie nadążają z trąbieniem czy mruganiem światłami. Z offu dobiega dudniąca muzyka i mało wyszukane komentarze kierowcy i pasażera." - opis pewnego filmu.
Chcemy uczulić wszystkich na takie przypadki zachowań i podkreślić fakt, że zanim doszło do śmiertelnych wypadków z ich udziałem istniał cały szereg sygnałów, jednoznacznie wskazujących na konieczność wyeliminowania takiego kierowcy z grona kierujących pojazdami mechanicznymi i poddania go resocjalizacji.
"Osobę, która wielokrotnie wsiada za kierownicę pod wpływem alkoholu, należy odizolować od społeczeństwa. Jak się okazuje, zabranie prawa jazdy nie jest wystarczającą karą. Zabranie samochodu także, bo przecież można pożyczyć od kogoś auto. Tymczasem samochód w rękach pijanego kierowcy jest takim samym narzędziem zbrodni jak nóż czy pistolet. Bardzo surowe kary to jedyna możliwość walki z pijanymi kierowcami.
A osoba, która wsiada za kierownicę mając ponad 3 promile alkoholu, jest potencjalnym mordercą." - Adrian Gierczak, podinspektor, zastępca naczelnika wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu
W pewnym sensie zdarzenia opisywane poniżej mogą w opinii jednych ludzi podważać sens podejmowania jakichkolwiek działań prewencyjnych. Jest jednak szansa, że dla innych staną się argumentami za podjęciem stosownych działań, ograniczających skalę zjawiska.
Jest 5 września 2002 r. - najgorszy dzień w życiu pana Remigiusz. Między godz. 13 a 14 pan Remigiusz K. kierowca z wieloletnim stażem jechał ulicą Armii Krajowej we Wrocławiu. Skręcał w lewo, spojrzał w lusterka, nikogo nie zobaczył. Nagle poczuł potężne uderzenie a zaraz potem silny ból w klatce piersiowej. Dopiero po chwili zorientował się, że w drzwi jego bmw, na wysokości siedzenia pasażera wbił się motocykl.
Przybyli na miejsce policjanci stwierdzają, że kierujący motocyklem Maciej G. jest kompletnie pijany, co potwierdził test alkomatem - 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Później biegli sądowi doszli do wniosku, że kierowca motocykla jechał z prędkością około 100 km/h. Uderzenie miało siłę 20 ton. Cud uratował życie Remigiusza K., który spędził w szpitalu dwa tygodnie. Miał połamane prawie wszystkie żebra, stłuczone płuco i uszkodzony kręgosłup. Sprawcę wypadku i ofiarę umieszczono w tym samym spitalu. Z powodu urazu kręgosłupa pan Remigiusz od 3 lat nie może pracować, pozostaje na utrzymaniu żony.
W kwietniu 2003 roku sąd rejonowy skazał Macieja G. na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz pozbawił go prawa jazdy na trzy lata. Oskarżony dobrowolnie poddał się karze. Na pierwszej rozprawie przed sądem Maciej G. przeprosił i mówił, że żałuje tego, co się stało.
Rok 2005, 17 kwietnia. Policjanci zatrzymują Macieja G. na pl. Teatralnym. Miał prawie 3 promile alkoholu we krwi. Dostał mandat. Sprawa trafiła do prokuratury.
Mija tydzień. Jest 24 kwietnia 2005. Maciej G. ponownie zostaje zatrzymany w obliżu swojego domu, na ul. Armii Krajowej, za jazdę w stanie nietrzeźwości - miał 1,6 promila alkoholu. Wyrok sądu nie zostaje odwieszony. Na Macieju G. zatrzymanie nie robi żadnego wrażenia.
Mija niecały miesiąc. Pogodna i ciepła noc 23 maja roku 2005 - osiedle Huby. Marcin M. kolega Macieja G. skończył pracę o 22.30, kolegom z pracy mówi, że spieszy się do domu, bo o 5 rano musi wstać. Jednak po pierwszej wraca do pizzeri na Hubach i cały roztrzęsiony opowiada o tym jak to przed chwilą razem z pijanym kolegą Maciejem G. jechali po Wrocławiu mercedesem 200 km na godzinę. Razem udają się na imprezę do Sułowa.
Ta sama noc. Z wizyty u rodziny wracają 22-letnia Anna C., jej starszy 27-letni brat Marcin, towarzyszy im 21-letnia Aleksandra Z. Poloneza trucka prowadzi Anna, znana w rodzinie z tego, że jest dobrym i ostrożnym kierowcą. Rodzice zawsze jej tłumaczyli, że ma jeździć powoli i tak prowadzi auto. Cała trójka znajduje się już kilka kilometów od domu.
W czasie kiedy Anna C. i jej towarzysze podróży wracają do domu, w Sułowie, Marcin G. postanawia zakończyć wypad na imprezę. Kompletnie pijany wsiada za kierownicę swojego mercedesa. Towarzyszy mu 24-letni Marcin M. Na drodze krajowej nr 5 pod Wisznią Małą, między Trzebnicą a Wrocławiem, na prostym odcinku drogi, przy bardzo dobrej widoczności "kierowca" mercedesa traci panowanie nad rozpędzonym samochodem, zjeżdża na pobocze i wpada w poślizg, który kieruje auto na przeciwległy pas ruchu. Tu mercedes uderza prawym bokiem w poloneza trucka jadącego w stronę Trzebnicy,
odbiaja się od niego i wjeżdża w inny samochód.
Kilkanaście minut po godzinie 3 w nocy policjanci z trzebnickiego komisariatu zostali wezwani do wypadku pod Wisznią Małą. Na miejscu funkcjonariusze zastali zmasakrowane ciała i płonący samochód. Maciej G. zdołał wydostać się z samochodu, który zaczął się palić. W środku został jego znajomy, który spalił się żywcem. Wszystkie osoby znajdujące się w polonezie trucku zginęły na miejscu. Pogotowie zabrało Macieja G. do szpitala powiatowego w Trzebnicy. Jak później ustalono miał 3,25 promila alkoholu we krwi.
Jednej nocy policjanci powiadomili trzy rodziny o zgonie dzieci. W jednym domu rodzice przeżyli podwójną tragedię dowiadując się wpierw o śmierci córki a
kilka godzin później - syna, gdy potwierdzona została wiadomość że nie został we Wrocławiu i towarzyszył siostrze.
Maciejowi G. został postawiony zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i prowadzenia pod wpływem alkoholu.
Sąd w lutym 2006 r. ogłosił wyrok: 13 lat więzienia (wyszło po 3 lata
za każde życie, które odebrał), dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów
mechanicznych, opublikowanie wizerunku sprawcy.
"Mimo że od wypadku minęły już prawie trzy miesiące, rodzice Ani i Marcina nie mogą uwierzyć w ich śmierć.
– Z mężem mijamy się jak obcy. Patrzę na rówieśników moich dzieci i płaczę – mówi, tłumiąc łzy, Bożena Ciosek. – Dopiero kilka dni temu uświadomiłam sobie, że będę musiała spędzić bez dzieci święta. Nie wiem, co wtedy ze sobą zrobię... – zawiesza głos.
– Nie doczekali się własnych dzieci, a my z żoną nigdy nie będziemy bawić wnuków. Dla kogo mamy żyć? – pyta zrozpaczony Ryszard, jej mąż. Kiedy wymawia imię córki, płacze.
Oboje czekają na rozpoczęcie się procesu kierowcy – zabójcy." - źródło: "Oni nie musieli zginąć" Simona Salwirak, Przemysław Ziółek. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska z 20.08.2005 r.
Lokalna prasa przeprowadziła swoje dochodzenie w sprawie Macieja G. Dotarli do jego kolegów, których kolejny wypadek Macieja G. nie zaskoczył. Zgodnie twierdzili, że po tym, gdy na motorze wjechał w bmw, miał co najmniej dwa inne wypadki. Raz winę wzięła na siebie jego koleżanka, raz uciekł z miejsca stłuczki.
– To kawał skur... ! Upijał się i wsiadał do samochodu. Jeździł tak po mieście 200 km na godzinę. Mówił, że jest bogiem, bo miał już tyle wypadków, a zawsze wychodził z nich cało – mówią jego koledzy z Hub - źródło: w oparciu o art. ze SPGW.
Proces sądowy Macieja G. zakończył się 30 stycznia 2006 r. Prokurator
zażądał dla niego 13,5 roku więzienia i dożywotniego zakazu prowadzenia
pojazdów.
Na sali sądowej Maciej G. przyznał się do winy i poprosił o
łagodny wymiar kary. Tłumaczył, że to kolega namówił go do jazdy po
alkoholu. "- Zapamiętaj moją twarz, bo cię dopadnę - krzyczał ojciec jednej
z dziewczyn, które zginęły w wypadku. - Nie darujemy ci tego - krzyczeli
zapłakani przyjaciele ofiar." - źródło G.W. z 30 stycznia 2006 r.
Ostatecznie na karę 15
lat więzienia skazał w 29 czerwca 2006 r. wrocławski sąd odwoławczy Macieja G.
oskarżonego o jazdę po pijanemu i spowodowanie wypadku, w którym zginęły cztery
młode osoby. Wyrok jest prawomocny. Sąd wyraził zgodę na publikację wizerunku i
danych osobowych mężczyzny.
Ulica Pilczycka, Wrocław.
Piątek, 29 lipca, godz. 20.00. Przechodnie słyszą narastające wycie silników. Po chwili przerażeni obserwują jadące
nieomal obok siebie dwa samochody. Widzą jak na zakręcie kierowca rozpędzonego audi próbuje wyprzedzić ścigającego się z nim peugeota. W audi siedzi 23-letni Maciej M., który w pewnym momencie traci panowanie nad samochodem.
Rozpędzony do 130 km/h samochód (kierowca twierdził, że 90 km/h) wylatuje z
zakrętu, podbija się na wysokim krawężniku i robi półbeczkę a następnie taranuje dwie kobiety, matki kilkuletnich dzieci z którymi obie szły na pobliski cmentarz zanieść kwiaty. Jedna z nich w ostatniej chwili zdołała odepchnąć swoją 8-letnią córkę, Anię. Dzięki temu obie, chociaż poturbowane, przeżyły. Przed samochodem nie zdołała uciec 29-letnia Monika N. która szła z 6-letnim synkiem. Samochód zmiażdżył jej twarz, kręgosłup i miednicę. Dziewczyna zmarła. Jej syn nieprzytomny walczył o życie w szpitalu. Miał pękniętą czaszkę i obrzęk mózgu.
Maciej M. również trafił do szpitala na ostry dyżur chirurgiczny, ale tylko na kilkadziesiąt minut. Nie niepokojony przez nikogo
(w tym przez policję) zostaje wypisany przez swojego ojca i odjeżdża z nim samochodem.
Jeszcze tego samego dnia - jakt twierdzi - idzie na pielgrzymkę do Częstochowy zamiast skierować
swoje kroki do rodziny poszkodowanych.
Policjanci w tej sprawie zachowywali się dziwnie.
Sprawcy nie zatrzymano do dyspozycji prokuratora. Nie zbadano jego krwi na
obecność alkoholu i narkotyków. Co więcej, początkowo nie potrafiono nawet podać
miejsca jego przebywania - policja twierdziła, że przebywa w szpitalu, chociaż dziennikarze ustalili, że
przebywał w nim tylko kilkadziesiąt minut. W końcu rozpoczęto nieoficjalne poszukiwania kierowcy, który ostatecznie
po kilku dniach zgłosił się na posterunek policji: odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Po roku śledztwa nie
udało sią ustalić prędkości z jaką jechał Maciej M. ulicą Pilczycką tuż przed
wypadkiem.
W kwietniu 2006 r. rozpoczął sie proces sprawcy wypadku. Obrońca
oskarżonego, wystąpił z wnioskiem o poddanie się sprawcy wypadku dobrowolne
karze: dwa lata w zawieszeniu na lat pięć. Sąd jednak nie zgodził się na poddanie się
sprawcy dobrowolnej karze.
Synkiem Moniki N., która zginęła na Pilczyckiej, zajął się
jego dziadek. Uraz głowy, jakiego doznał w wypadku, uniemożliwia mu chodzenie do
przedszkola. Chłopczyk ma od urodzenia niedowład lewej ręki i wymaga stałej
opieki i rehabilitacji.
Rok 2005. Warszawa - materiał sporządzony w oparciu o wpisy na jednym z forów
internetowych.
Własnie przeczytałam notatkę o tym jak to trzech młodziaków (18, 19, 17) utopiło się w kanale w Warszawie. Ich toyota corolla jadąca co najmniej 180 km/h uderzyła w drzewo i po odbiciu od niego przebiła barierkę i wpadła do wody. Jeden z uczestników zdolał się uratować pozostała trójka utonęła. Na drodze, na której doszło do wypadku, regularnie odbywają się "dzikie" wyścigi samochodowe. Dzieciaki z bogatych domów biorą samochody rodziców i rozpędzają się do 200 kilometrów na godzinę. Nic nie dają interwencje policji.
Gość: tokot
Trochę wolniej jeżdzić nikt ich nie uczył, wyrwali bryke od ojca i szaleli, szkoda samochodu.
Gość: kierowca
trzech dresów mniej i Bogu dzięki, że nikogo po drodze nie zabili
Gość: Pitacura
Szkoda tego osiemnastolatka, któremu udało się wydostać z rozbitego auta. Współczuję Mu, bo mimo stresu jaki doznał na widok okaleczonego drzewa to w domu od tatusia pewnie dostanie taki wp...dol, jakiego jeszcze nigdy nie otrzymał. Może byłoby lepiej, żeby wraz z kolegami solidarnie opuścił ten miejski padół w którym nie umiał sie znależć i przystosować do panujących wśród cywilizowanych ludzi reguł bycia i życia.
Gość: za_mlodzi_do_auta
Prawo jazdy po 21 roku życia
Gość: mlg
A jednak jakoś przykro...
Gość: znajomek
znałem ich... jeden studiował na polibudzie, a reszta też nie spędzała całego dnia przed monopolowym...
Gość: elka
to smutne, że tak szybko oceniamy innych ...
Gość: Bart
A jednak głupota zabija. No cóż od tatusia samochodzik i fruu na miasto, tak tio jest jak niedojrzałe emocjonalnie osoby siadają za kierownicą, zabili się na własne życzenie, trzeba było pomyśleć przed, dobrze, że nikomu krzywdy nie zrobili...
Gość: Szymek
... a ile niewinnych istnień uratowanych! Ile mniej nieszczęść! Dziękujemy wam, że sami się wyeliminowaliście. A kolegów i koleżanki, którzy tak chętnie ich wspierali w czadowej jeździe, prosimy o bis: pójdźcie ich śladem i uwolnijcie świat od idiotów i potencjalnych morderców.
(więcej)