ROZMOWA Z PREZYDENTEM WROCŁAWIA O GINĄCYCH KAMIENICACH
Beata Maciejewska: Wyobraża Pan sobie Wrocław bez czynszowych kamienic?
Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz: Nie. W żadnym z polskich miast nie
zachowało się tyle czynszówek co we Wrocławiu. Pokazują, jak Wrocław się
rozwijał - od skromnych parterowych przedmieść po wielkomiejskie założenia
architektoniczno-urbanistyczne. Kamienice czynszowe są najbardziej
charakterystycznym typem zabudowy na terenach przyłączonych do Wrocławia w XIX
wieku.
Zasługują na ocalenie?
- Zasługują.
Ocali je Pan?
- Nie jestem w stanie. Nie mamy tyle pieniędzy. Możemy wyremontować kilka, no,
kilkanaście kamienic w roku. Niestety, potrzeby są dużo większe.
Rewaloryzacja berlińskich dzielnic Kreuzberg i Prenzlauerberg - bardzo
podobnych do wrocławskich - pokazuje, że czynszówki mogą stać się chlubą i
wizytówką miasta. Nie uważa Pan, że warto zainwestować?
- Warto, ale najpierw trzeba mieć co zainwestować. Muszę w pierwszej kolejności
dbać o rozwój miasta. Trzeba remontować drogi, uzbrajać nowe tereny pod
inwestycje, bo to są nowe miejsca pracy i podatki do budżetu. Ja naprawdę
wierzę, że Wrocław za 6-10 lat będzie bogatym miastem i wtedy będzie nas stać na
takie remonty jak w Berlinie.
Poza tym w Europie Zachodniej od lat działają rządowe i unijne programy
wspomagające remonty nie tylko publicznych, ale i prywatnych budynków. W Polsce
istnieje jeden, obejmujący wyłącznie zabytki. Istnieje na papierze, bo ma za
mało pieniędzy.
Za dziesięć lat będziemy zamiatać place po wyburzanych kamienicach...
- Proszę mi wierzyć, że kolejka potrzebujących jest duża. Na kamienicy Muzeum
Medalierstwa dach się wali i trzeba zacząć remont. Przejmujemy Halę Ludową.
Doprowadzenie jej do porządku będzie kosztowało 12 mln zł. Aspiruje do miejsca
na Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, a jest zdewastowana. Mam dalej
wyliczać?
To może ja będę wyliczać. Kamienice na Przedmieściu Oławskim zostaną
wyremontowane, na miejscu zdewastowanych podwórek pojawią się parkingi, tereny
zabaw dla dzieci i ogródki, wzdłuż placu Wróblewskiego, ulicy Walońskiej i
Mierniczej pojawią się galerie sztuki, nad Oławą powstanie promenada dla
spacerowiczów... Wie Pan, co to jest?
- To są marzenia.
To jest "Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania Wrocławia".
- Przecież mówię, że to są marzenia. Sprzed czterech lat. Chciałbym, żeby się
spełniły.
Ludzie wierzą w te marzenia! Mieszkańcy ul. Traugutta przekonywali mnie, że
już niedługo ich kamienice będą wyglądały jak rynkowe, a u zbiegu Kościuszki,
Komuny Paryskiej i Świstackiego stanie fontanna.
- To mit. Nie jesteśmy w stanie remontować całych ciągów ulic. Możemy ratować
pojedyncze obiekty. Chyba że dostaniemy pieniądze z zewnątrz.
Jednak cały czas przygotowujemy pole do działania - jednym z jego elementów są
plany zagospodarowania przestrzennego. One pozwalają czyścić podwórka ze zbędnej
zabudowy, wprowadzać zieleń itp.
Prace planistyczne od lat są prowadzone w rejonie Przedmieścia Oławskiego. Jeden
plan został już zatwierdzony - obejmuje obszar między ul. Traugutta a rzeką
Oławą. W styczniu chcemy uchwalić kolejny. Będzie dotyczył ulic Pułaskiego,
Małachowskiego, Podwala i Traugutta.
Nasi
forumowicze stawiają na fundusz Unii Europejskiej - Urban, z którego finansuje
się rewitalizację starych dzielnic. Trzeba mieć 25 proc. środków własnych,
resztę daje Urban
- Też marzę o Urbanie, ale pieniądze z funduszu są rozdzielone do roku 2006.
Czyli za dwa lata posucha się skończy... Kamienice wytrzymają, a my możemy
się dobrze przygotować.
- I zrobimy to. Ale nie mamy żadnych gwarancji, że Urban coś nam da. Trzeba mieć
w zanadrzu jeszcze inne pomysły.
A Pan ma?
- Mam. Podpisałem wstępną umowę z Kogeneracją i MPEC w sprawie ich udziału w
remontach kamienic.
Chyba sieci ciepłowniczej?
- Nie. Całych kamienic.
A jaki oni mają w tym interes?
- Kogeneracja produkuje ciepło, a MPEC je sprzedaje. W ich interesie leży
rozszerzenie rynków zbytu. A stare kamienice są ogrzewane piecami kaflowymi.
Założą sieć ciepłowniczą, dołożą się do remontu, a odbiorą pieniądze w opłatach
za ciepło.
Kiedy ruszy ten program?
- W przyszłym roku. Uratujemy kolejnych kilka kamienic.
To wciąż mało. A może miasto powinno sprzedać mieszkania w kamienicach za
przysłowiową złotówkę? Prywatni właściciele będą bardziej zainteresowani
remontami. Poza tym ci, których nie stać na utrzymanie mieszkania w kamienicy,
przeniosą się do tańszych lokali.
- Sprzedajmy rocznie ok. trzech tysięcy mieszkań. I sprzedaż wciąż rośnie.
Dajemy 85 procent bonifikaty, a gdy sprzedawane są wszystkie mieszkania w
budynku, nawet 95 procent. Uważam to za optymalne rozwiązanie. Często ostateczna
cena mieszkania jest niższa od opłaty notarialnej.
A gdyby tak ją jeszcze obniżyć? Władze Trójmiasta sprzedają mieszkania za 5
proc. ich wartości. Jeśli ktoś wyda 20 tys. zł na wykup mieszkania, to tych
pieniędzy nie włoży już w remont.
- Wszystko to prawda. Proszę jednak pamiętać, że miasto ma kilkadziesiąt
milionów złotych rocznie ze sprzedaży mieszkań. Byłoby ciężko, gdyby tych
pieniędzy zabrakło. Za dwa-trzy lata, jak się budżet zrównoważy, możemy wrócić
do tej propozycji.
Nikt nie chce kupować całych kamienic?
- Ostatnio zwróciły się do mnie dwie firmy, które chciały kupić od miasta
kamienicę, wyremontować ją, a potem sprzedać lokatorom za 15 proc. wartości.
Oczywiście, takie mieszkanie byłoby warte znacznie więcej niż przed remontem,
więc musieliby więcej zapłacić. Ale też mogliby drożej je sprzedać.
I co?
- Nie rozważaliśmy jeszcze tej propozycji.
Problemem są nie tylko mieszkania. Przy ul. Traugutta, w podwórzu kamienicy
nr 102 stoją zabudowania wytwórni wódek Carla Schirdewana. Popadają w coraz
większą ruinę. Ostatnio administracja zamurowała okna, żeby bezdomni tam nie
nocowali. Takich budynków jest więcej. Czy nie można by ich oddawać za
przysłowiową złotówkę np. na pracownie artystów?
- Można, a nawet trzeba. To także szansa na rewitalizację społeczną tych
rejonów. Nowi lokatorzy mogą dać impuls do zajęcia się remontem kamienicy.
W Szczecinie władze miejskie stworzyły fundusz remontowy. Nie dają pieniędzy
do ręki, ale dają gwarancje umożliwiające wzięcie kredytu. Czy my też moglibyśmy
tak zrobić?
- Moglibyśmy. Zastanowimy się nad tym.
Jest Pan zwolennikiem remontowania takich fragmentów miasta, które
podnosiłyby standard całej okolicy i sprzyjały inwestycjom.
- Tak. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Rynek został wyremontowany za pieniądze
publiczne, ale już sąsiednie uliczki doprowadzili do kwitnącego stanu prywatni
inwestorzy. Myślę, że remont placu Grunwaldzkiego podniesie np. standard
Szczytnickiej czy Nowowiejskiej. Szukamy takiego miejsca w "trójkącie
bermudzkim".
(Beata Maciejewska:
"Gazeta Wyborcza" - z 30 listopad 2004 r.) |