strona wrocławskiego osiedla HUBY

PUSTKI PRZY URNACH

We wczorajszych wyborach do rad osiedli na jednego kandydata głosowały średnio trzy osoby

- Głosowałam, bo do rady startuje mój znajomy - mówiła  Anna Wierzywik, która wzięła udział  w niedzielnych wyborach do rad osiedli. Przy urnach stawiły się przede wszystkim rodziny  kandydatów, ich znajomi i członkowie komisji.

Gdyby nie znajomy, który kandyduje, nawet nie wiedziałabym o tych wyborach. Na naszym osiedlu me było żadnych ogłoszeń. A te, na których można było przeczytać informacje o kandydatach, nie miały daty głosowania -dodawała Anna Wierzywik.

Tak było w całym mieście. Większość osób, które głosowały wczoraj, narzekały na brak zainteresowania władz miasta wyborami ich słabe rozpropagowanie. Stąd według nich tak mała frekwencja.

- Osoby chcące oddać swój głos przychodzą falami. Zaraz po mszach - mówił Krzysztof Radzik, przewodniczący komisji wyborczej, która swoją siedzibę miała w miejskim arsenale. Do południa głosowało w niej prawie 50 mieszkańców Starego Miasta. Po południu - tylko kilkunastu.

Podobnie było na Nadodrzu.

- Do południa było nieco ponad 50 głosujących. Teraz, przychodzi mniej więcej jedna osoba na godzinę - mówił około godziny 16 Andrzej Janusz, komisarz z komisji wyborczej mieszczącej się w siedzibie Rady Osiedla przy ulicy Rydygiera.

Pozostałe punkty wyborcze wrocławianie odwiedzali równie sporadycznie. Do godziny 15 swoje głosy na prawie 1300 kandydatów oddało zaledwie 4 tysiące mieszkańców stolicy Dolnego Śląska. Średnio 100 osób w każdej komisji wyborczej. Najwięcej głosujących, około 150, było na Krzykach-Partynicach, Najmniej, tylko 30, na Gajowicach. Mimo to nikt wczoraj nie był w stanie podać, jaka dokładnie była frekwencją w wyborach. Komisje nie miały bowiem pełnych list osób uprawnionych do głosowania.

- W wyborach do rad osiedli nie ma takich spisów. Nawet nie wiemy, ilu jest wyborców w danym okręgu. Dostajemy jedynie listy ludzi zameldowanych w danych rejonie - tłumaczył Stanisław Zapotoczny, członek Miejskiej Komisji Wyborczej i wrocławski radny.

Z danych orientacyjnych wynika, że frekwencja wyborcza nie przekroczyła 5 procent.

Wybory bez głosowania

Niedzielne wybory miały wyłonić 47 rad osiedlowych. Głosowali jednak tylko mieszkańcy 41 osiedli. Rady nie będzie w ogóle na Bieńkowicach. Na blisko 500 mieszkańców tego osiedla swoją kandydaturę do niej zgłosiły tylko 2 osoby. To według znowelizowanej w tym roku ordynacji wyborczej za mało, a by w ogóle utworzyć radę. Na kolejnych 5 wrocławskich osiedlach, Kowalach, Jagodnie, Sołtysowicach, Polanowicach-Poświętnem-Ligocie i Widawie rady zostały wybrane bez głosowania. Ordynacja wyborcza mówi bowiem, że jeżeli nie zgłoszą się wszyscy kandydaci, ale jest ich więcej niż 75 proc. przewidzianej liczby przyszłych radnych, kandydaci automatycznie stają się radnymi. Nie głosowali tez mieszkańcy jednego z trzech okręgów wyborczych na Nowym Dworze i Przedmieściu Oławskim. W tych okręgach liczba kandydatów na radnych też nie pozwoliła przeprowadzić wyborów.

(Przemysław Ziółek - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska z 14 marca 2005 r.)