WYBORY DO RAD OSIEDLOWYCHPrzez całą niedzielę wrocławianie mogli wybierać radnych do 47 rad osiedli, jakie mamy w mieście. Ale tylko nieliczni poszli do urn. W niedzielę frekwencję szacowano na niecałe 7 proc. - Na razie jest kiepsko - mówił o godz. 14 Paweł Kowalew ze stowarzyszenia "Młodzi Demokraci", 25-letni kandydat na radnego na Oporowie. - Głosują głównie emeryci. Trochę lepiej było na Klecinie. W 51. okręgu wyborczym przy ul. Wałbrzyskiej frekwencja była wyższa niż cztery lata temu. - Dostaliśmy 351 kart do głosowania, ale już po południu poprosiliśmy o dowiezienie, nie mogliśmy ryzykować, że ich zabraknie - mówi Marek Krukowski, przewodniczący komisji. Zdaniem Ryszarda Kozła, członka komisji, zainteresowanie młodych wyborców wzbudził klub sportowy. - Na liście jest aż ośmiu klubowiczów, koledzy na nich głosują. Do punktu wyborczego ludzie przychodzili falami, najwięcej po południowej mszy w pobliskim kościele. - Jesteśmy już po obiedzie, przyszliśmy zagłosować na znajomych - informują Krystyna i Henryk Rydlowie. - Do tej pory nie bardzo ta rada działała, ale może coś się zmieni. Do Miejskiej Komisji Wyborczej nie dotarły poważniejsze sygnały naruszenia ciszy wyborczej. - To wyjątkowo spokojne wybory - mówi Stanisław Hojda, wiceprzewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej. - Ale zdarzało się, że niektórzy tłumaczyli, że się pomylili, i prosili, żeby wyciągnąć z urny ich kartę do głosowania. Na pięciu osiedlach wyborów nie było. Powód: zgłosiło się mniej kandydatów niż było wolnych miejsc w radach. Radnymi zostaną wszyscy, którzy się na te stanowiska zgłosili. (Karolina Łagowska - "Gazeta Wyborcza z 13 marca 2005 r.) |